<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Kobiety mówią">
<author_1="J. K.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="1">
<date="1950-01-08">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Spojrzałam na Annę, na jej drobną postać, na zmęczone i zatroskane oczy, na dzieci, które potrzebują większego starania i opieki. Chyba że.... podjęłam przerwaną rozmowę....Ma u nas w Zielonowie powstać spółdzielnia produkcyjna, jak do niej przystąpię, to może wtedy los będę miała lżejszy. Chociaż boję się... Czego się pani boi? — Czego? Tego, jak to tam naprawdę będzie. Czy biednemu życie się na lepsze odmieni, kto to będzie rządził taką spółdzielnią — na pewno każdy co uczeńszy, będzie pchał się za urzędnika, a ty haruj jak dawniej. W spółdzielni u nas dobrze się żyje, opowiada Bolesława Więckowska z Wojnowa, pow. Oborniki. Nie tytko mężczyźni, ale i nasze kobiety rozumieją dobrze, że tylko spółdzielczość może zmienić ciężkie warunki życia na wsi. Pewnie, że nie od razu wszystko się zrobi, ale już założyliśmy przedszkole, aby matkom ułatwić pracę i odjąć im troskę o dzieci, które zostawały bez opieki. Tej jesieni nie bolały już nas plecy, od schylania się nad motykami przy kopaniu ziemniaków, kopaczki i traktory uwolniły nas od tej ciężkiej pracy i takich udogodnień będzie coraz więcej. A korzystają z nich przecież w pierwszym rzędzie kobiety. Gdzie ja wdowa, sama kobieta dałabym sobie radę z gospodarstwem. — mówi Teofila Zadworna — członek Rolniczego Zespołu Spółdzielczego w Lichnowej woj. gdańskie. Obaj jej synowie są w szkole. — Gdybym nie była członkiem zespołu — chłopcy nie mogliby się uczyć, musieliby razem ze mną gospodarzyć i na pewno byłoby nam ciężko, a tak oni mogli wybrać zawód według swoich chęci i zamiłowania i mnie w spółdzielni niczego nie brak. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
