<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Pięćdziesiąt litrów mleka">
<author_1="Barbara Malanowicz">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="1">
<date="1950-01-15">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
W schludnej izbie przy stole nakrytym czystym papierem siedziała jasnowłosa Zosia i pisała w zeszycie starannie, zgrabne literki. Z natężenia i pilności wysunęła język. „Jeśli jeden litr mleka kosztuje 42 zł., to ile złotych trzeba zapłacić za; 5, 10, 20, 30, 40, 50 litrów mleka? O rety — mamo — zawołała zdumiona — pięćdziesiąt litrów mleka kosztuje 2.100 zł. — tyle grosza. Mamo, 10 litrów mleka to jest całe wiadro, prawda?" — Tak, córeczko — odparła roztargniona Marianna, wyglądając wciąż przez okno. — A pięćdziesiąt litrów mleka to jest pięć wiader, prawda mamo. Jeszczem tyle mleka nie widziała, jak żyję — dumała głośno Zosia. Zaraz zabrała się do następnego zadania. „Jeśli każde dziecko powinno wypić dziennie 1/2 litra mleka, to na ile dzieci wystarczy: 5, 10, 20, 30, 40, 50 litrów mleka?" — Mamo, 50 litrów mleka starczy na sto dzieci? Codziennie po dwa kubki — Zosia oblizała się w, rozmarzeniu. — Żeby tę knajpę raz piorun spalił — myślała mściwie Marianna — znów przyjdzie bez grosza. Marianna nie krzyczała, — nie pomstowała jak inne kobiety. Cóżby z tego było? Tylko awantury i zgorszenie dla dzieci. Nic więcej. Zapiekał się w niej głuchy ból i żal do całego świata. Taki był kiedyś miły chłopak, ten jej Józek, jakiś inny, delikatny. Czyż ten z ziemistą cerą chłop o ponurym spojrzeniu oczu, podpartych worami opuchliny byłże to ten sam Józef Grzeszczak, — jej konkurent, jej chłopak? Zaczęło się „to" gdzieś w drugim roku po ślubie. Już Zośka była na świecie. Przedtem mówiła mu zawsze: — Chcesz się poweselić Józef, zaproś kolegów do domu. I ja się pośmieję, przysposobię wszystko jak należy, nie powstydzisz się gospodyni.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
