<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Źle się dzieje w urzędzie mieszkaniowym">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="1">
<date="1950-01-15">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Droga „Przyjaciółko"! zwracam się z wielką prośbą i ufam, że mi pomożesz. Będąc panną pracowałam w „Hucie Kościuszko" w Chorzowie i dostałam mieszkanie 1-izbowe na czwartym piętrze, na poddaszu (jestem z Siedlec zza Warszawy). Dla jednej osoby było wystarczające. W roku 1946, w marcu wrócił mój narzeczony z wojska i 17 kwietnia tegoż roku wzięliśmy ślub. Mąż mój zaraz po zawarciu naszego małżeństwa poszedł do pracy do Państwowej Fabryki Związków Azotowych w Chorzowie, złożyłam wniosek na mieszkanie. Odrzucono mi go i powiedziano, że mąż pracuje, to on powinien starać się o mieszkanie. Wobec tego mąż złożył wniosek o zmianę mieszkania, (na pierwszym piętrze była samotna osoba, a miała 1 pokój z kuchnią). Odrzucono nam wniosek, bo bez zgody nie można. Przyszedł kto inny i bez zgody dostał mieszkanie. Zrobiliśmy sprzeciw — była sprawa, powiedziano nam, że mieszkanie nam się nie należy, tylko temu co już mieszka w tym mieszkaniu. Mąż chodził do biura mieszkaniowego, by przydzielili nam jakieś inne mieszkanie, to Komisja orzekła, byśmy sobie sami poszukali jakie mieszkanie i się wprowadzili, to dostaniemy przydział. W roku 1947 znaleźliśmy mieszkanie na pierwszym piętrze — pokój z kuchnią, złożyliśmy na nie wniosek, jako pierwsi. Po pewnym czasie przyszło orzeczenie, że mieszkanie jest przydzielone. Wyszukaliśmy inne mieszkanie, złożyliśmy wniosek — nie przydzielono nam. U nas zamieszkał mój brat, uczył się w szkole, było nas 3 osoby. W roku 1948 przyszło na świat dziecko — jest nas 4 osoby. Mąż poszedł znów do Urzędu Mieszkaniowego, by przydzielili jakieś większe mieszkanie. Jeden z urzędników odpowiedział, że „z rękawa mieszkania nie wytrzepie".
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
