<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Na pierwszym miejscu">
<author_1="M. K.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="1">
<date="1950-01-29">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Dostałam mieszkanie. U nas, w kopalni, jest dobrze, umieją tu cenić ludzką pracę. — Zadowolona jestem z życia — no i z siebie, uśmiecha się. Mój przewodnik — Hilary Stradomski — pracuje w kopalni już 30 lat i zna ją całą jak swoje własne mieszkanie. Teraz pracuje na powierzchni, jest referentem bezpieczeństwa i higieny pracy. Zjeżdża ze mną na dół. Dojeżdżamy blisko „ściany". Przy ścianie poznaję wesołego Leona Wiewiórę — przodownika, starszego górnika oddziału 3 B. — Mam lat 52 — w kopalni pracuję 28 lat. Widziałem, że robota się jakoś rozlatuje, chciałem więc ja ulepszyć. Pierwszy podpisałem zobowiązanie o współzawodnictwie i podciągnąłem swoich chłopców. Teraz palą się do roboty i mają lepsze zarobki. No — spodobało się to im. — Oczy Wiewióry śmieją się wesoło. Zarabiam około 40.000 zł. miesięcznie — mam spokój i pewność, że pracy nigdy nie zabraknie. Jest to — dodaje — jakoś ciągle ważne — dotychczas jeszcze pamiętam, jak przed wojną pracowałem 2 może 3 dni w tygodniu. Każdy pierwszy i 15-ty był dniem strachu — a nuż; wyrzucą z roboty i co wtedy? — Zdarzyło się nieraz, że dostałem od majstra, jak mu się mój nos nie podobał. Takie to były czasy, a teraz — i praca, i zarobek, i opieka — przyjemniej żyć. To samo mówi Władysław Nogaj. W kopalni pracuje 21 lat — wykonywał wszelkie prace i zna każdy kąt w kopalni. Teraz jest nadgórnikiem — zarabia 50.000 zł. miesięcznie, poza tym 2.000 zł. tytułem dodatku funkcyjnego. Jest również zadowolony. Siedzimy na węglu pod ścianą.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
