<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Radosna choinka">
<author_1="B. J.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="2">
<date="1950-02-05">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Nie mogę sobie odmówić podzielenia się z Tobą radością, jakiej doznałam podczas swej bytności na choince dla dzieci Warszawy w gimn. im. Słowackiego przy ul. Wawelskiej. Przyznam Ci się, że widywałam już wiele tego rodzaju uroczystości. Pamiętam takie choinki z czasów odległego dzieciństwa. Widziałam olbrzymią choinkę ustrojoną i błyszczącą na wielkiej arenie w cyrku, widziałam tam także wielkie kosze, pełne zabawek roznoszone pomiędzy dzieci z łóż, a nie dochodzące rąk biedaków, z „góry". Do dziś pamiętam jak wielką wydawało i mi się to niesprawiedliwością. Pamiętam, jak zatrzymałam się z matką przy wyjściu i ze wstydem wepchnęłam w czyjeś czerwone ręce — piłkę, otrzymaną przed chwilą. W drodze do domu milczałam, z pretensją do matki, do cyrku, do świata. Były takie pańskie choinki i w ochronkach Towarzystwa Dobroczynności, gdzie sieroty w podzięce całowały dłonie „dobrych paniuś", podsuwane im pod nosy. W ciągu długich lat życia i pracy zahaczam i o przedszkola, serce mi się krajało, kiedy patrzyłam, jak w przedstawieniach brały udział najbogatsze dzieci, dostawały one najpiękniejsze dary od „Świętego Mikołaja",ale ja wierzyłam, że będzie kiedyś inaczej i lepiej, że Gwiazdka będzie prawdziwa dla wszystkich dzieci. Długie lata wyczekiwałam chwili ujrzenia takiej właśnie choinki, takiej jak ta, na Wawelskiej. i przyszła naprawdę taka chwila. Kiedy patrzałam na dwa wielkie koła dzieci małych i większych, dzieci ludzi pracy — szczerze się ucieszyłam. Tu nie było żadnej różnicy, bawili się wszyscy. Nikt nie płakał, że mama nie dała złotówki na kino, bo tu i kino i kukiełki, a nawet bufet — wszystko było „za darmo".
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
