<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="To jest bezprawie">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="2">
<date="1950-02-05">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Jestem wyzyskiwana do tego stopnia, że nieraz myślę, że lepiej by było życie sobie odebrać. Pracuję od listopada 1919 r. w Przedszkolu w Przywidzu w charakterze woźnej. Gdy obejmowałam pracę pan wójt zapytał, ile żądam. Powiedziałam, że przynajmniej 2.500 zł. Wtedy powiedział, że gmina nie może tyle dać, gdyż nie ma ustalonego budżetu i że poprzedniczka moja dostawała 1000 zł. Więc pan wójt ustalił, że do Nowego Roku będę otrzymywała miesięcznie 2100 zł., a po Nowym Roku więcej. W grudniu poszłam po moje wynagrodzenie za miesiąc listopad, Ale ku największemu mojemu zdziwieniu wójt wypłacił mi 1000 zł. Przed świętami Bożego Narodzenia poszłam znowu po wypłatę. Powiedziano mi, żebym przyszła po świętach. Tłumaczyłam, że od Nowego Roku nie mogę za 1000 zł. miesięcznie pracować i rzucę pracę, bo w ciągu miesiąca zniszczy mi się więcej jak za 1000 zł. obuwia i ubrania. A w przedszkolu nie mam nawet całego utrzymania. We wszystkich innych przedszkolach zarabiają po 5000 zł., a od Nowego Roku po 7000 zł. Na to wójt powiedział: za te dwa miesiące wyrównamy pani tak, źe pani nie będzie się krzywda działa. Pracuję od godz. 8 do 16, bo wykonuję moją pracę rzetelnie, utrzymuję przedszkole w czystości i gotuję zarazem. Kuchnia jest na piętrze, a przedszkole na parterze. W przedszkolu nie ma ani wody, ani zlewu i muszę sama drzewo rąbać. A po wypłatę trzeba chodzić tyle razy — jakby nie po zapracowane pieniądze, ale po jałmużnę. Miałam dzisiaj rano przyjść po pieniądze. Poszłam — kazano mi przyjść po południu. Poszłam i otrzymałam 2000 zł. Więc 1000 + 2000 = 3000 zł. za dwa miesiące. Teraz nie dzieje mi się żadna krzywda — myśli wójt.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
