<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Pracujemy w hucie">
<author_1="K. W.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="3">
<date="1950-03-05">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Możemy ją postawić śmiało „na pogotowie" (zmiana nocna), bo wiemy, że ona robi tyle co chłop i zrobi to dobrze" — mówi o tokarzu — huty „Kościuszko" Magdalenie Koszna, radca tokarni Erwin Toma. Magdalena Koszna już 10 lat pracuje, jako tokarz. Gdyby przeniesiono ją na inną maszynę — tokarnia straciłaby na tym. W ramach współzawodnictwa — dla uczczenia święta Kobiet — zobowiązała się przez 3 miesiące o 10 proc. powiększyć swą wydajność pracy (dotychczas wyrabiała przeciętnie 115 proc. normy). — Zobowiązania długofalowe pozwolą nam zlikwidować zaległości w pracy tokarni — stwierdza Erwin Toma. Przy obsłudze wielkich pieców robota jest ciężka: ładowanie i przewożenie wózków z rudą, koksem. Jednak pracujące tu kobiety zżyły się z nią i nie chcą przejść na inne działy. Małgorzata Nowak nigdy nie opuszcza dniówek, chociaż przy pracy ciągłej ma wolną tylko co 3-cią niedzielę. Dlatego też ona i Elżbieta Klencz zobowiązały się wpłynąć na resztę załogi wielkich pieców, by nie było na oddziale „zabierania" dniówek. Jej ładna, surowa twarz, jak wyrzeźbiona, w drzewie, ma wyraz skupiony i poważny, gdy o tym mówi. — Nie może być „bombelek" — wielkie piece nie mogą wygasnąć. Jeżeli która chce się zwolnić, ma drogę otwartą do mistrza, on zrozumie. Robotnicą, o której wszyscy wiedzą i mówią w hucie, jest 21-letnia Eryka Becher, dawniej robotnica sekcji za i wyładunkowej — obecnie przodownica, kierująca pracą 30-tu kobiet. Zwrócił na nią uwagę kierownik sekcji — Franciszek Trębacz. — Zainteresowało mnie to, że na tek ciężkim dziale pracy, jakim jest wyładowywanie wagonów, taka młoda dziewczyna co miesiąc przekraczała normę, bijąc nawet mężczyzn.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
