<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Czary i zabobony">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="4">
<date="1950-04-02">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Mam dwie córeczki. Jedna ma 8, druga 4 lata. Sąsiedzi też mają dziecko 5-cio miesięczne. Od pewnego czasu matka sąsiadów, starsza już kobieta, twierdzi, ze moja młodsza córeczka rzuca uroki na niemowlę. Staruszka wmawia we mnie, że dzieje się to dlatego, iż musiałam kiedyś córeczkę odstawić od piersi, a potem ponownie karmić ją piersią. Początkowo obracałam wszystko w żart, ale gadanie sąsiadki zrobiło swoje. Ostatnio sąsiedzi zwrócili się do mnie w ostrej formie, że przez moje dziecko, ich dziecko ciągle płacze. Córeczka moja to ogóle tam nie chodzi, ale sąsiedzi są przekonani, iż wystarczy jeśli dziecko spojrzy na ich drzwi. Co gorsze matka sąsiadów rozpowiada wszędzie o czarach rzuconych przez dziecko. Nie wiem jak mam postąpić. Boję się, ze w niedługim czasie wszyscy z naszej ulicy patrzeć będą na dziewczynkę jak na czarownicę. M. D. z Częstochowy. I pomyśleć, że o czary i uroki posądza się nie tylko starszych, ale i dzieci. I to gdzie... w Częstochowie i nie w średniowieczu, a w wieku XX. A ileż to zabobonów, przesądów pokutuje po mniejszych miastach i wsiach. Co gorsza, zabobonem posługują się nieraz ludzie przy leczeniu chorych i o zgrozo... przy leczeniu dziecka. Pisze o tym Czytelniczka z Nowej Rudy. W pewnej rodzinie pewnego kierownika jednej z miejscowych instytucji dwuletnie dziecko choruje na koklusz. Matka ani babcia nie pójdą z dziećmi do lekarza, bo babcia sama "leczy" maleństwo. A jak — posłuchajmy: „Okadzają dziecko kozią sierścią — pisze ob. W. H. — na piersi zaś przykładają kozi nawóz. Dziecko zanosi się z płaczu, ale babcia jest wytrwałym „lekarzem"! 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
