<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Bernardo Belotto-Canaletio">
<author_1="A. R.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="4">
<date="1950-04-02">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Obraz przedstawia codzienne życie Warszawy w czasach ostatniego króla polskiego Stanisława Augusta Poniatowskiego. Warszawski Plac Zamkowy z tak charakterystyczną dla stolicy kolumną Zygmunta III Wazy, szereg domów Krakowskiego Przedmieścia, którym przywrócono obecnie ich dawny wygląd — a obok tego chłopskie furmanki i wytworne karety, typy warszawskich mieszczan i szlachty, wojskowi, Żydzi, handlarki z przenośnymi kramikami, żebracy, włóczęgi. Dobrze zaobserwowane codzienne życie miasta łączy się z niezwykle dokładnym, precyzyjnym odtworzeniem wyglądu domów, ulic, pomników. Obrazów tego rodzaju mamy wiele. Cenne są dla nas i dla swych artystycznych wartości — przede wszystkim jednak dlatego, że pozwalają wyobrazić sobie ówczesny wygląd miasta i codzienne życie warszawskiej ulicy. Wśród obrazów tych najciekawsze chyba wyszły spod pędzla włoskiego malarza drugiej polowy XVIII wieku Canaletta, — sprowadzony w 1768 r. do Warszawy zżył się z naszą stolicą i podczas swego kilkunastoletniego pobytu w Polsce odtworzył nam cały szereg widoków miasta, jego pałaców, ulic, kościołów. Związany silnie z dworem Stanisława Augusta, mianowany malarzem nadwornym, przede wszystkim na zamówienie króla uwiecznił wygląd i życie stolicy Polski. Zapoczątkował u nas kierunek malarstwa, łączącego dokładne rysowanie architektury z przedstawieniem scen ulicznych, utorował drogę następcom takim jak Vogel {zwany „Ptaszkiem"), Marcin Zalewski, Gryglewski i inni, którym zawdzięczamy wiernie oddane widoki Warszawy, Krakowa i innych miast. Malarz nasz właściwie nazywał się Bernardo Belotto i przydomek Canaletto przybrał sobie na cześć swego nauczyciela, zarazem wuja, Antoniego Canal. Malował we Włoszech, Niemczech i Austrii, krótko bawił też w Rosji, wreszcie osiadł na stałe w Warszawie, gdzie już pozostał — do śmierci. Nie malował tak jak inni dążąc usilnie do jak najdokładniejszego rysunku architektury, nie zawierzał tylko swym oczom. Malował jak geometra — mierząc i wykreślając wymiary i perspektywę, zdejmując najsumienniej wszystkie szczegóły ornamentów. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
