<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Jak wszyscy">
<author_1="Zuzanna Dyktor-Dąbrowska">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="5">
<date="1950-05-07">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Kiedy Józef Milczarek był jeszcze małym, umorusanym Józiem — chodził do szkoły, do jednoklasówki w Małej Wólce. Było to dawno, niewiele więc z tego okresu zostało w pamięci Józefa Milczarka. Owszem pamięta, że pani często nazywała go „chłopskim łbem" i równie często i jego, i kolegów tłukła po łapach linią. Z nauki do dziś nie zostało nic... Bo przecież ta znajomość liter, to stękanie powolne, albo umiejętność podpisania się na jakimś urzędowym papierze — nie może świadczyć o tym, że Józef Milczarek coś umie. Po prostu od czasów szkolnych nigdy nie czytał i nie rachował. I teraz zły jest na siebie, na nauczycielkę, co mu od chłopskich łbów wymyślała, na tych, co to uważali, że dla wiejskiego dzieciaka dość jednego oddziału. Gdyby szkoła w Małej Wólce miała sześć czy siedem klas, w głowie Józefa Milczarka zostałoby o wiele więcej! A tak — musi się wstydzić kiedy mu przyjdzie coś przeczytać, czy zrachować. — Tatuś, daj! Ja ci przeczytam — mówi syn Wacek, uczeń II klasy. Jeszcze póki mieszkali na wsi, nie było tyle wstydu ani trudności, ale odkąd Milczarek z rodziną przeniósł się na zachód, mieszka w mieście i pracuje w fabryce — jest jeszcze ciężej. — Tatusiu — opowiadał wczoraj Wacek — jak my ze szkoły wychodzimy, to przychodzą po południu tacy uczniowie jak ty, takie kobiety, jak mama... Tak. Milczarek wie o tym. Wie, że w całym kraju powstały szkoły dokształcające dla dorosłych. Uczą się ci, którzy nie ukończyli szkoły podstawowej i tacy, którzy ją ukończyli, ale chcą zdobyć świadectwo czterech klas gimnazjalnych... Chodzi tam przecież ten Galiński z tokarni i sprzątaczka z biura — Cieślakowa...
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
