<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="O co walczymy">
<author_1="Krystyna Zienkowska">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="5">
<date="1950-05-14">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
...I wtedy zginęła. 18 lat miała. Straszna jest wojna. — Głos Marii Bednarskiej załamał aię i umilkł. Ale nie milknie ani na chwilę głos maszyn, dochodzący z sąsiedniej sali, ani szelest papierków w rękach zawijaczek, ani turkot wózków, rozwożących po sali towar. — Syn jakoś się uratował i jest teraz szoferem, — zaczyna mówić po chwili. O, już teraz nie dopuścimy do wojny. — Jakie znaczenie ma według pani apel Komitetu Sztokholmskiego, zbieranie podpisów?... — zadaję pytanie. — Duże znaczenie, co tu wiele mówić — przerywa mi. — Myślę, że od nas, od ludzi pracy zależy czy będzie pokój... Jak robotnicy będą się trzymali w jedności, to zwyciężymy. — No — wie pani — oni tam, daleko we Francji, we Włoszech, i my tu... — Oni walczą i my walczymy. Tylko, że my inaczej. U siebie — pracą. Biegnę za wzrokiem Marii Bednarskiej. W tej chwili dopiero zauważyłam na stołach czerwone chorągiewki. Na nich białe litery: „Maria Bednarska — 175 proc. normy", „Elman Zofia — 223 proc. normy". To chorągiewki przodownic. Chorągiewek jest dużo. Patrzę na zręczne, spracowane palce Marii Bednarskiej. — A pani — złoży podpis? — Co za pytanie! Naturalnie. My wszystkie, robotnice od Fuchsa, złożymy podpisy. Tymi oto rękami, co już 27 lat pracują, sama podpiszę. Maria Bednarska milknie. Na sali robi się jakoś cicho i tym wyraźniej słychać łomot i rytmiczne sapanie maszyn. Siedząca przy sąsiednim stole — Zofia Elman spogląda na swoje towarzyszki, potem mówi jakby do siebie. — Będziemy uparte, i wytrwałe jak te maszyny. Będziemy cały wysiłek kłaść w pracę, w dobre wyniki. Będziemy każdego dnia stawać do pracy z myślą, że to nowy nasz dzień walki. Uporczywej walki o pokój. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
