<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Rozmowa z Jadzią">
<author_1="W">
<author_2=" Zbieranowska">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="5">
<date="1950-05-21">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
— Niech pani kiedy przyjdzie do nas, do „Bielarni" — mówi Jadzia Mocna. — Zobaczy pani wiele ciekawych rzeczy. — A cóż u was takiego ciekawego? — pytam. — Bardzo dużo. Po pierwsze sam budynek nowej tkalni. Przedtem u nas wykończano tylko jedwab dostarczany z zewnątrz, przez inne fabryki. Ale tak się nasze zakłady prędko rozwijały, że trzeba było koniecznie pomyśleć o rozbudowie. No i postawiono nowy budynek z olbrzymią salą tkalni na dwieście krosien. Prócz tego mieszczą się w nim działy pomocnicze: snowialnia, przewijalnia... — Panno Jadziu, przerwałam. — Może mi pani najpierw powie jak brzmi pełna nazwa waszego Zakładu. — Pełna nazwa jest taka: Państwowe Zakłady Przemysłu Jedwabniczego Nr. 7 w Kaliszu „Bielarnia". Wyrabiamy tkaniny ze sztucznego jedwabiu. W naszej fabryce są prysznice dla kobiet i dla mężczyzn, gdzie można się wykąpać po pracy. Sala tkalni jest widna: ma okna z dwu stron i szklany dach. Ale najciekawsza jest klimatyzacja... To urządzenie regulujące temperaturę na sali, żeby w zimie nie było zimno, a w lecie za gorąco, żeby nie było pyłu w powietrzu i żeby utrzymywała się stale jednakowa wilgotność. Jak pani przyjdzie do nas to się pani sama przekona, jakie miłe powietrze jest u nas na tkalni. Aż się lekko oddycha. I chcę pani właśnie powiedzieć, że jak się wejdzie do takiej fabryki, co ją sobie wybudował jakiś fabrykant, który myślał tylko o własnym zarobku, a nie o zdrowiu robotnika; a potem jak się wejdzie do naszej nowej tkalni, którą wybudowano w nowej, Ludowej Polsce — to od razu widać taką różnicę, że aż serce rośnie! 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</author_2>
</title_article>
</title_newspaper>
 
