<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Nie mam czasu">
<author_1="Ka-zet">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="6">
<date="1950-06-04">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Staszek ziewnął i zgasił stojącą obok lampkę. W pokoju zrobiło się ciemno. W sąsiednim mieszkaniu zegar wybił godz. 11-tą. Staszek westchnął ciężko... Dziś znowu nic nie zrobił. Człowiek cały dzień jest zajęty i na nic nie ma czasu. Już od samego rana wszystko mu się nie udawało. Spóźnił się do szkoły. No oczywiście, jak zwykle nie mógł znaleźć zeszytu z fizyki. Jak na złość te potrzebne zeszyty i książki chowają się gdzieś — a inne leżą sobie spokojnie na stole. — Mamo, mamo — gdzie mój zeszyt — wołał rozpaczliwie przewracając szufladę do góry nogami. Ale przypomniał sobie, że matka poszła dziś wcześniej do fabryki. — Akurat dziś — powiedział gniewnie. Zeszyt znalazł wreszcie — pod półką z książkami. — Co za porządki w tym domu — przecież w ogóle nie można się uczyć — mruczał. Ale pakując zeszyt do teczki przypomniał sobie, że wrzucił go pod półkę wczoraj rano — szukając polskiego wypracowania.. Gdy zdyszany uchylił ostrożnie drzwi klasy — okazało się, że jest lekcja biologii, a fizyka będzie dopiero jutro. — Musze nareszcie przepisać ten plan — gdybym tylko miał chwilę wolnego czasu — myślał, gdy nauczyciel robił mu wymówki, że znowu nie odrobił lekcji. Ze szkoły wyszedł o drugiej i był tak zajęty do wieczora, że nie miał czasu zrobić zadania z matematyki. W piłkę nożną (przecież trzeba odpocząć) grali do 4-tej. Po grze był tak zgrzany i zmęczony, że musiał odpocząć u Jacka, popijając lemoniadę. Tak się dziwnie złożyło, że do Jacka przyszli koledzy i przynieśli znaczki pocztowe... O 7-ej Staszek przypomniał sobie, że miał być na obiedzie o 3-ciej, więc ze smutkiem pożegnał się i wyszedł. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
