<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Dobre Koło Ligi Kobiet">
<author_1="Krystyna Zienkowska">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="6">
<date="1950-06-18">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Przed drzwiami otarła oczy fartuchem i westchnęła. Nieśmiało nacisnęła klamkę. Nagle wszystko co miała powiedzieć dokładnie i powoli — uciekło z głowy. Jak ją tu przyjmą? Przecież to zawsze biuro — i choć koleżanki z warzelni mówiły często, że w Lidze Kobiet wysłuchają jej i pomogą, to jednak stanęła na środku pokoju niepewna co i jak mówić. A, Frulacz — dzień dobry — siadajcie — przewodnicząca koła uśmiechnęła się serdecznie, wskazując na stojące obok krzesło. Frulacz spojrzała niepewnie na siedzącą za biurkiem. Życzliwe przyjęcie dodało, jej otuchy i zaczęła trochę bezładnie: — Ja przyszłam tu do Ligi, żeby mi pomogła. Już doprawdy nie mogę dać rady. Wiecie, że dzieci brata mam na wychowaniu — on nie żyje, a dzieciakom to buty trzeba kupić to książki do szkoły... — Rozumiem, przewodnicząca spojrzała z troską w twarz mówiącej. — Jakoś postaramy się pomóc. A teraz opowiedzcie wszystko o sobie. Staraniem Ligi Kobiet, przy fabryce „Schichta", Frulacz dostała 15 000 zł. zapomogi. — Dajcie mi spokój, nie chcę. Wolę robić swoją normę i więcej — ale obejmować takie stanowisko... — Lehr urwała i odgarnęła ręką włosy. Przez okno wpadało do pokoju słońce i złociło jasnymi plamami leżący na stole papier. Wiceprzewodnicząca Ligi Kobiet, kierowniczka oddziału „Elida" — Galantowa zaczęła znowu spokojnym głosem: — Zrozumcie, brak nam ludzi takich jak wy. Jesteście dobrą robotnicą, pracujecie już tyle lat, znacie dobrze pracowników, ich sprawy i smutki. — Znam, to prawda — Lehr uśmiechnęła się do siebie. — Jakżebym miała nie znać. Lubią mnie i przychodzą ze wszystkim.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
