<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Tutaj jest dobrze">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="7">
<date="1950-07-09">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
— Wcale nie. Przecież każdy musi pracować. — A o papierkach pani wie? Jestem zawstydzona, że nie wiem o papierkach. Michaś każe mi patrzeć, więc patrzę. Dokoła pustych stołów uwijają się malcy, zbierając zużyte bibułki... Pracują. Michaś przyprowadza mi swoją czteroletnią siostrę Ewę, a kiedy pytam, czy był już kiedyś na koloniach — odpowiada: — Nie. Ja tu jestem pierwszy raz w życiu. Potem tłumaczy, że jego tatuś pracuje w PKPG... Czy ja rozumiem co to znaczy, i czy wiem, że tatuś robi plan sześcioletni? I czy ja wiem, że on od września idzie już do szkoły? I czy on może przyprowadzić tu Jasię Stępniewską. Teraz stoi już cała gromada. Wszyscy opaleni na brąz, weseli, swobodni, rumiani. Stoją obok siebie dzieci pracowników umysłowych i fizycznych. Tu jest miejsce dla każdego i wszyscy korzystają jednakowo ze słońca, wspaniałego powietrza, z posiłków i opieki. Tu jada się cztery razy dziennie, zjada się wszystko bez grymasów. Miskę po makaronie ze śmietaną i jagodami — wylizuje się pracowicie. Jada się na dworze, chyba że pogoda jest „nie bardzo". Po obiedzie trzeba leżeć... — Dyżurni muszą pilnować — odzywa się Michaś. Oprócz dyżurnych jest tu 17 osób pracujących, kierowniczka, pięć wychowawczyń, lekarka, młoda bardzo miła, pełna zapału i entuzjazmu. Posiłki są zdrowe, smaczne i obfite. Teren — doskonale wybrany. Swobodnie i zdrowo. Koszt utrzymania dzieci ponosi Fundusz Socjalny przy zakładach pracy. Tow. Przyjaciół Dzieci. Sześćdziesiąt przeszło dzieci korzysta z powietrza i słońca w Dąbrowie Leśnej. Po dwugodzinnym odpoczynku — pójdą znów na spacer, będą się bawić, krzyczeć, hałasować, i nikt im nie będzie zwracał uwagi, że to nieładnie.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
