<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Z całą rodziną">
<author_1="Marta Wareńska">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="7">
<date="1950-07-16">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
— Nie lekka jest to robota — potwierdza Alojzy Wicher. Siedzimy wszyscy razem na plaży, górnicy, ich żony, dzieci patrzą na fale, na niebiesko błyszczący, niekończący się obszar morza. Wiśniewski opowiada, jak to za jego długoletniej pracy, a i przedtem, za ojcowej — właściciele kopalń człowieka, jak psa wyrzucali... Sprawiedliwości nie było żadnej. — Tato nie jeździł na wczasy? — pyta Józio Jurczyków. — Na wczasy? Jak dali 8 dni urlopu, bo więcej robotnik nie dostawał — to tyle było, że się ino człowiek wyspał... Nic mu się nie należało widać, nikt o niego nie dbał... Wszyscy w zrozumieniu tej prawdy zbrodnie kiwają głowami.... Zaraz też córka Wichrów, która już jest w siódmej klasie — wyjaśnia, że ci dyrektorzy, to byli kapitaliści, że teraz jest zupełnie inaczej, bo Polska Ludowa dba o ludzi pracy, i że to właśnie dzięki Polsce Ludowej oni wszyscy mogą tu siedzieć całe 2 tygodnie, opalać się, odpoczywać. — Podziwiajcie, — zwraca się do mnie Jurczykowa. — Wszystko gotowe tu masz. Ognia nie palisz, wody nie nosisz, nie umęczysz się, ino siądziesz przy stole i podadzą ci. I pyta dzieciaki: Mieliście dowoli? Mieli dowoli. Na obiad była pomidorowa zupa, potem pieczeń z kartoflami i — budyń. Teraz mówi się — o posiłkach. Że śniadania też są bardzo dobre, że mleka ile się chce, chleba także. — Kamrat, — zwraca się rębacz "Wiśniewski do kogoś z przechodzących — siądźcie z nami... Wy jesteście starzy, gadajcie kto to właściwie płaci za te wczasy. I kamrat tłumaczy. Rada Główna współzawodnictwa opłaca pobyt przodownika pracy i żony jego.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
