<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Drugi Namysłów">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="7">
<date="1950-07-16">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Kochana „Przyjaciółko"! Piszę do Ciebie ten list w strasznej rozpaczy. Poradź co robić? Wszystkim udzielasz mądrych rad, poradź i mnie zrozpaczonej matce. Przed rokiem zachorowała córka i musiałam ją umieścić w zakładzie dla epileptyczek w Brwinowie. Zakład ten prowadzony jest przez siostry zakonne i przebywają w nim chore dziewczęta, w różnym wieku oraz starsze kobiety. Córka moja należy do najmłodszych. Ilekroć przyjadę do Brwinowa, zastaję ją podrapaną i posiniaczoną. Jak się okazuje starsze dziewczynki często panny już, biją młodsze. Pytałam siostry, czy nie można by więcej interesować się młodszymi, żeby starsze ich nie krzywdziły. Siostra odpowiedziała mi, że „wszystkie dziewczęta i kobiety są chore na umyśle i na to nie ma rady". Mimo, że dałam córce sukienki i bieliznę (ostatnio 6 metrów materiału na sukienki), dziecko chodzi zawsze obdarte i brudne. Będąc ostatnio w zakładzie chciałam wyjść trochę z córką. Wysyłam ją więc, by się umyła i poprosiła siostrę o bieliznę. Dziewczynka pobiegła i po chwili usłyszałam jej krzyk. Co się okazało: ponieważ umywalka jest zamknięta przez cały dzień, córka chcąc się umyć podeszła do kranu, przy którym jedna ze starszych dziewcząt zmywała naczynia i tamta ją zbiła. Siostra na zwróconą jej uwagę nawet nie odpowiedziała, wyjęła tylko klucz z kieszeni i otworzyła umywalkę. Gdybym nie przyjechała, córka chodziłaby jak zawsze — brudna cały dzień. Innym razem widząc podrapaną i pobitą córkę pytam siostrę, dlaczego pozwala na to. Nie chciała rozmawiać ze mną, odwróciła się ode mnie i usłyszałam tylko tyle: „przyszła kobieta i wnosi pretensje". Jest jeszcze jedna ważna sprawa: córka mogłaby się uczyć.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
