<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Na lini "30"">
<author_1="K. Zienkowska">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="8">
<date="1950-08-13">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Z daleka, z końca Marszałkowskiej zbliża się tramwaj. Dziwny tramwaj — zamiast numeru widnieje znaczek Ligi Kobiet — numer „30" wisi nieco niżej. Z boku tramwaju napis; „Wóz obsługuje brygada kobieca". Widzę niedowierzające uśmiechy stojących na przystanku osób. Jakiś mężczyzna odzywa się głośno — „cóż trzeba wsiąść i zobaczyć, jak motorniczy daje sobie radę — chociaż właściwie jadę w inną stronę". Wsiadamy. Konduktorka pociąga za sznurek i tramwaj rusza. Proszę za bilety — woła energicznie. Motorniczy w skupieniu patrzy przed siebie. Sprawnie manipuluje hamulcem ręcznym i motorowym. Stojący na pomoście ludzie z ciekawością obserwują każdy ruch ręki motorniczego kobiety. Ale obawy są próżne — tramwaj jedzie równo, pewnie. Obok tramwaju przejeżdża taksówka. Szofer wychyla się i macha ręką w stronę motorniczego. Kazimiera Czarkowska odpowiada uśmiechem. Cóż, jasne, że ludzie się dziwią. Jeszcze nigdy, jak tramwaj tramwajem, nie było motorniczego z długimi wymykającymi się spod czapki włosami — motorniczego w spódniczce i białych, płóciennych pantofelkach. Na Pradze zmiana. Do wozu wsiada druga brygada kobieca, a Kazimiera Czarkowska i jej dwie koleżanki czekają na następny wóz. — Byłam krawcową — mówi Kazimiera — ale znudziło mi się siedzieć cały dzień w czterech ścianach. Dowiedziałam się o kursie dla motorniczych i od razu z radością się zgłosiłam. Pytam o pracę. — No, prowadzę wóz jakbym już kilka lat nic innego nie robiła. Nie peszą mnie ludzie, przebiegający przed tramwajem, ani pojazdy wyskakujące zza rogu. — A jak długo prowadzi pani tramwaj? — pytam patrząc na jej roześmianą twarz. — Od 22-go lipca. Pierwszy kurs dla kobiet motorniczych skończyło nas siedem. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
