<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Po powrocie z kolonii">
<author_1="ka-zet.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="8">
<date="1950-08-13">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
W końcu lipca wróciły do Krakowa. Każda z nich była gdzie indziej na koloniach. Jadzia w górach w Zakopanem, Marysia nad morzem, a Dziunia po prostu na wsi — ale były tam lasy i jezioro. Spotkały się w poniedziałek rano na plantach — tak jak było umówione. Nie widziały się prawie miesiąc, toteż rozmowom nie było końca. Tyle nowych wrażeń z wakacji! Po kilku dniach zaczęły się jednak nudzić. Dni były monotonne. Długo spały, trochę każda z nich pomagała w domu. Marysia, która miała poprawkę z matematyki próbowała się uczyć, ale jakoś nic z tego nie wychodziło. Po południu spacerowały po mieście, od czasu do czasu szły do kina. Nudno. Były zbyt wypoczęte, żeby taki tryb życia sprawiał im przyjemność. A poza tym czuły, że marnują wolny czas. Pewnego dnia wszystkie zebrały się u Jadzi. Gdy rozsiadły się wygodnie na tapczanie i stole jedząc porzeczki — Jadzia zaczęła: —Słuchajcie, to nie ma sensu. Przed nami jeszcze dwa tygodnie wakacji i wypoczynku. Trzeba czas jakoś zorganizować. — Racja! Ale jak? Więc przede wszystkim: Codziennie rano o ile będzie możliwa pogoda idziemy na plażę. Nad Wisłę lub na basen. — Doskonale! — przerwała Dziunia. — i proponuję, żeby każda z nas wyspecjalizowała się w pływaniu jakimś stylem. — Dobry pomysł — zaczęła znowu Jadzia, — nie przerywajcie. Po południu będziemy grały dwie godziny w siatkówkę. — Skąd weźmiemy piłkę? Na kolonii były trzy, ale tutaj... — Już o tym pomyślałam. Siatkę i piłkę pożyczą nam koleżanki mojej kuzynki. Jutro wyjeżdżają na wczasy. Trzeba tylko wybrać odpowiedni plac — żeby było dużo przestrzeni i czyste powietrze.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
