<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Rozmowa z Marią Piotrowską">
<author_1="K. Zienkowska">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="8">
<date="1950-08-27">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Marię Piotrowską zastaję przy myciu podłogi w kuchni. Wyciera ręce i prosi mnie do środka. Siadamy przy drewnianym stole. Proszę żeby mi opowiedziała o swojej pracy w Lidze Kobiet. Maria Piotrowska zapisała się do Ligi Kobiet już w 1946 roku. Jest aktywnym członkiem — otrzymała tytuł przodownicy sipołecznej. Ale przodownica społeczna to nie jest tytuł, który otrzymuje się za wykonaną pracę — to przede wszystkim zobowiązanie na przyszłość, to ciągła czujna praca społeczna, uświadamianie kobiet i walka w obronie pokoju. — Właśnie dziś — mówi Maria Piotrowska — organizujemy zebranie wyborcze na I-szy Kongres Pokoju, który odbędzie się we wrześniu. Z naszego bloku wybierzemy jednego delegata na konferencje dzielnicową — musi to być taka osoba, która wie dobrze jakie znaczenie ma nasza walka o pokój. — Zebranie wyborcze ma być dziś o 6-ej i ja mam je prowadzić. Jeszcze nigdy nie prowadziłam zebrania, chociaż dużo pracuję społecznie. Boję się czy potrafię to dobrze zrobić. — Na pewno pani sobie poradzi — mówię. — Może jakoś pójdzie. Cóż, jestem nie uczona, żadnej szkoły nigdy nie kończyłam. Tyle co sama się nauczyłam to umiem. — W jaki sposób jeszcze przyczynia się pani do walki o pokój? — pytam. — No, jak już mówiłam w tej chwili najważniejsza jest sprawa Kongresu Pokoju. Tu trzeba skupić wszystkie siły, aby wydelegować odpowiednich ludzi i aby wszyscy zdali sobie sprawę z tego jakie ogromne znaczenie ma ten Kongres. — Poza tym, jako przodownica społeczna, prowadzę przy każdej okazji akcję pokojową. Rozmowy i sąsiadkami, ze znajomymi, wyjaśnianie im wątpliwości i demaskowanie plotek, które puszczają nasi wrogowie — oto moja codzienna praca.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
