<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Nowa Huta - Nowi Ludzie">
<author_1="Władysław Orsza">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="9">
<date="1950-09-24">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Mistrz miał kilka uczennic. Nauka kosztowała nawet niedrogo bo 500 zł miesięcznie, ale pożytku z niej nie było żadnego. Przez dwa lata przyszywały tylko guziki, fastrygowały, prasowały. Majster dobrze na tym zarabiał, a uczennice po 2 latach nadal nic nie umiały. Niedoszła krawcowa dość miała takiej nauki.— Zgłosiłam się do Urzędu Zatrudnienia w Krakowie — opowiada — i tak znalazłam się w Nowej Hucie. Wszystkie cztery pracowały jako sprzątaczki, jedna tylko Włodkówna obsługiwała windę. — Gały czas przyglądałam się pracy murarzy — mówi Stefania Grzybkówna i coś mnie ciągnęło do wapna i cegły. Pierwsza zgłosiła się Zofia Włodkówna. W następnej chwili Stefania Grzybkówna, po niej Józefa Wielgoszówna, Genowefa Piwińska i Janka Stachura. Było to dnia 17 lipca. 19-go cała piątka stanęła już na rusztowaniach. Opiekę nad zespołem kobiecym powierzono Wadowskiemu, jednemu z czołowych przodowników pracy. Wadowski, stary majster i fachowiec pierwszej klasy, różnych miał już uczniów, ale żaden z nich nie chodził w spódnicy. — Zobaczymy co z tej gliny będzie — powiedział. — Chętne są, a to najważniejsze. Po kilku dniach Włodkówna już sama zaczęła układać prosty mur, a Grzybkówna i pozostałe w niespełna dwa tygodnie. Niedługo, a chłopcy z SP i brygad ZMP będą mieli trudny orzech do zgryzienia, by nie dać się prześcignąć. Bo już dziś kobieca piątka nieźle „nadgania" i coraz śmielej myśli o ułożeniu muru narożnego. — Nigdy nie myślałyśmy, że będziemy murarzami. Wydawało nam się, że tylko mężczyzna może budować — mówi jedna z dziewcząt. — Przy dawnym sposobie żadna kobieta nie dałaby rady, bo trzeba było nosić cegłę na rusztowania, wiadra z zaprawą. Tu zupełnie co innego.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
