<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Będziemy więcej produkować!">
<author_1="Wł. Orsza">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="10">
<date="1950-10-15">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
U nas to jest tak: połowa ludzi z warsztatów robotę kończy już przed dwunastą. Po dwunastej na korytarzach ruch jak na ulicy Stalingradzkiej we Wrocławiu. A wiecie ile normy wyrabia się u nas przeciętnie? 130 — 160 procent. Dużo jest takich, którzy wyrabiają ponad 200 procent i myślicie, że ci też pracują pełne osiem godzin? Nie! Obecne normy na naszej odlewni w Marcinkowie są przestarzałe — kończy swe przemówienie Piwowar. — Normy dla naszego zakładu — mówi kalkulator Falkiewicz z M-15 — robione były jak to się mówi na kolanie i obowiązują od 1948 roku. A przecież przez 2 lata zmieniło się wiele. Przyszły nowe maszyny, usprawniono organizację pracy, zastosowano pomysły racjonalizatorskie. Tylko normy pozostały bez zmian. I czy dobra jest norma, którą można przekroczyć o 350 procent i nie w ciągu ośmiu godzin, a w sześć godzin? Niesłuszne przestarzałe normy wpływają hamująco na współzawodnictwo pracy i tym samym na wydajność. Od wydajności zależą zarobki robotników i ceny towarów. Ale nie jest dobrze, gdy tak jak w przemyśle metalowym i elektrotechnicznym zarobki wzrosły o 13 procent, a wydajność podniosła się tylko o 6 procent. Gdyby podobna sytuacja istniała nadal to byłoby mniej towarów, a coraz więcej pieniędzy. Inaczej mówiąc robotnicy zarabialiby coraz więcej, ale mogliby kupować coraz mniej. Mówiło się o tym częściej w wielu fabrykach. Uświadomieni robotnicy od słów przeszli do czynów i zażądali zmiany norm. Wśród nich były kobiety. Grejnerowa, Mazurowa, Michalska ze Starachowic, Chojnacka z Pafawag-u pierwsze zażądały skrócenia czasu przeznaczonego na wykonanie ich prac. Zaczęły pracować na nowych normach i już po kilku dniach przekraczały je.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
