<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Skandal w Jatyni">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="10">
<date="1950-10-22">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
„Kierownik szkoły i świetlicy w Jatyni Józef Wójcik, uzyskał kredyt na odremontowanie świetlicy i zakupienie dla niej radia lampowego — pisała do nas Felicja Stasiak z Jatyni, korespondentka „Przyjaciółki". Remont przeprowadzono, okna pomalowane ale tak, że po 3-ch dniach deszcz spłukał farbę i okna są znowu niepomalowane. Zakupione dla świetlicy radio lampowe pan Wójcik zainstalował... ale u siebie w mieszkaniu. Tam też było rojno i gwarno, a w świetlicy pusto i głucho. Na zapytanie sołtysa, dlaczego nie zainstalowano radia w świetlicy gromadzkiej, pan Wójcik odpowiedział, że w świetlicy nie ma anteny, a on swojej nie da. Tymczasem radio spłatało panu Wójcikowi figla i po pewnym czasie zepsuło się. Wobec tego pan Wójcik prędko kupił antenę, zainstalował ją w świetlicy, wstawił tam zepsute radio i umył ręce. Ze strachu przed awanturą nikt nie śmiał poprosić pana kierownika, by radio zreperował". Gdy list ten otrzymaliśmy od korespondentki, którą znamy i cenimy, poprosiliśmy pisemnie MRN o interwencję (I. dz. 48374-50). List wysłaliśmy 4 lipca b. r. — do dnia dzisiejszego nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Myślicie pewnie, Czytelnicy, że list nie doszedł? Zdarza się przecież. Mylicie się, list nie tylko doszedł do panów w Bobolicach, ale dotknął ich do żywego. Posłuchajcie: „Spotkała mnie duża przykrość z powodu tego radia — pisze F. Stasiakowa. — Była w szkole jakaś komisja z powiatu, złożona z trzech osób, obejrzeli, popatrzyli i poszli. Kierownik Wójcik był wtedy nieobecny, ale żona odgrażała się, że się na mnie zemści za to, że niesłusznie szargam opinię jej męża. Nazwała mnie próżniakiem i plociuchem, znoszącym plotki do redakcji i zażądała żebym odwołała swoje wypowiedzi. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
