<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Znamy takich">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="10">
<date="1950-10-29">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Kochana „Przyjaciółko"! Pracowaliśmy oboje z mężem przez cztery lata u jednego pana — Waleriana Kołodziejczyka, właściciela tartaku. Mąż jako dozorca nocny, a ja jako służąca. Mąż pełnił służbę od godziny 18-ej do 8-ej rano od roku 1945. Otrzymywał za swą pracę 1.700 zł. miesięcznie. Od 1947 roku pan Kołodziejczyk płacił mężowi 6 tysięcy złotych miesięcznie. Przez 4 lata mąż nie miał ani jednego dnia urlopu. Ja jako służąca obrabiałam ćwierćmorgowy ogród warzywny i sprzątałam dwa duże pokoje z kuchnią i dwa przedpokoje. Do tego co tydzień prałam. Za moją pracę płacił mi pan Kołodziejczyk siedemset złotych miesięcznie, a od 1947 r. podwyższył na tysiąc złotych miesięcznie. W roku 1947 urodził mi się syn i nie miałam urlopu, ani przed porodem, ani po porodzie. Pracowałam do ostatniej chwili, a w dwanaście dni po porodzie, stanęłam do pracy. W roku 1948 urodził mi się drugi syn i także nie miałam dnia urlopu. Nie wolno było się o nic upominać. Właściciel tartaku groził zaraz wypędzeniem z pracy i z domu. Zaznaczamy, że pan Kołodziejczyk posiada w Głochówku pod Poznaniem 80 mórg ziemi, za czasów okupacji prowadził garbarnię w Kazimierzu nad Wisłą. W Krasnymstawie jest właścicielem tartaku. W 1949 roku zlikwidował tartak i wydzierżawił plac i budynki firmie przemysłu ludowego. My mieszkamy u Kołodziejczyka i zajmujemy jedną, izbę 3 m. dł, 5 m. szer. Nie dość, że ciasno, to w izbie jest jeszcze 9 podpór, aby się sufit nie zawalił, a jak deszcz to jeździmy po mieszkaniu z meblami, bo się bardzo leje. Pan Kołodziejczyk nie chciał nam remontować domu. My ze swego zarobku nie mogliśmy remontu przeprowadzić, bo nam i dzieciom na życie nie wystarczało. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
