<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="W walce o szczęście">
<author_1="al.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="11">
<date="1950-11-05">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Przenosił góry, sprawiał, że noc ustępowała słonecznemu dniu, uszczęśliwiał wszystkich; dorosłych i dzieci, starych i młodych". Wnuczęta słuchały bajki o dziwach i cudach, które sprawiał Waligóra. W izbie paliła się kopcąca lampka naftowa, od wielkiego, glinianego pieca szło ciepło, a za oknami huczał wicher. — Zadymka, że przejść nie można, ani nawet — tyle co do sąsiedniej chałupy. Ojciec dawno już powinien wrócić do domu. Ale wicher dmie tak mocno, że słychać jak odrywa papę z dachu, gnie drzewa w ogrodzie, wdziera się przez szpary do izby. — Ach, gdyby tu był Waligóra — wzdychają wnuczęta. Ale babcia uśmiecha się gorzko. Wie dobrze, że Waligóry nigdy nie było. Że to tylko marzenia wielu chłopskich pokoleń wyczarowały go i obdarzyły bajeczną władzą. A zadymki jak były tak będą, susze i nieurodzaje muszą się co kilka lat powtarzać. Takie to już nieodmienne prawo przyrody jak narodziny i jak śmierć. W swoim długim życiu nauczyła się znosić klęski. Posucha, rwące wiatry, silny grad już nie raz za jej pamięci niszczyły zboża, przynosiły na ziemię głód i choroby. — Tak już musi być. I wasze życie upłynie w zależności od wichru i suszy, gradu i deszczu — myśli babcia i żeby nie martwić dzieci nie wypowiada tego głośno. Ale tak nie będzie. Waligóra z opowieści ludowych znajduje się od nas o miedzę i już rozpoczął swoje bajeczne dzieło. Zmienia przyrodę, nawadnia pustynie, usuwa susze i grady. Babcine wnuczęta będą nie tylko słuchać bajek o nim, ale na pewno nauczą się od niego wszystkich tych cudów. I nie będą już mierzyć swego życia — jak babcia — od suszy do suszy, od srogiej zimy do wiosennego, niszczącego gradu.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
