<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Światło nad ziemią">
<author_1="Tłum. J. Fleszner">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="11">
<date="1950-11-05">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Wspaniale, rozłożyste lipy, rzucając łagodny cień na ciepły asfalt, stały równo w szeregu, a główne ulice wyglądały dzięki nim niezwykle młodo i wesoło... Przecież całkiem niedawno nie było tu nawet krzaczka! Skąd się to wszystko wzięło? Jak mogły w ciągu roku wyrosnąć takie wspaniałe drzewa? Nie, nie! Widać od razu, że te piękne lipy rosły i nabierały sił gdzieś w lesie, a potem czyjaś mądra i śmiała ręka przeniosła je tutaj... Sergiusz patrzył na szpaler zieleni i własnym oczom nie wierzył. — Widzisz, Irenko, te piękne lipy! — zawołał zachwycony. — Przecież to cud! A jak pięknie stoją — gdybyśmy mogli zrobić coś takiego na naszych polach i w stanicach! W odpowiedzi Irena kiwnęła tylko głową w zadumie, jakby mówiła: „Tak, Serioża, masz rację, to naprawdę cud, lipy są rzeczywiście śliczne, tworzą taki piękny szpaler, ale mnie się aż w głowie kręci, nie wiem, na co najpierw patrzeć i czym się zachwycać..." Sergiusz jeszcze coś mówił, lecz Irena nic nie słyszała, całą jej uwagę pochłonął zębaty mur z wieża, na której szczycie zlewając się z błękitem nieba błyszczała w promieniach słońca gwiazda. Ten mur i ta wieża wznosiły się, zda się, nad ziemią, rosły, skręcały trochę w bok — widok ten był Irenie tak dobrze znany, że z radości aż się uniosła na siedzeniu i wykrzyknęła: — Serioża! Kreml! Prawdziwy Kreml! Już w numerze hotelowym, dokąd ich zaprowadziła uprzejma i rozmowna pokojówka, Sergiusz otworzył drzwi na balkon i zapytał: — No, Iruś, jak ci się Moskwa podoba? — Och, Serioża — odpowiedziała z uśmiechem zakłopotania — nie jestem przecież przyzwyczajona, nie wiedziałam na co najpierw patrzeć, w głowie mi się kręciło i nic jeszcze nie widziałam jak należy...
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
