<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Spełnione marzenia">
<author_1="R. Korkija">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="11">
<date="1950-11-19">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Na południe od góry Gumuriszi, w odległości 20 kilometrów od Morza Czarnego, w górzystej okolicy Gruzji leżą ogromne plantacje drzew cytrusowych sowchozu Kohorskiego. W taki słoneczny jesienny dzień przyjechałem na plantacje Darii Kusznarenko — Bohatera Pracy Socjalistycznej. Darię poznałem poprzedniego dnia w Kohorskim klubie, w którym odbywały się występy ukraińskiego chóru ludowego, Daria była jedną z wykonawczyń: cudownie śpiewała, pięknie tańczyła. I oto jestem, na działce sławnego mistrza wysokich urodzajów. Obfitość owoców na drzewach świadczy o troskliwej i umiejętnej pielęgnacji drzew. Gałęzie dosłownie uginają się pod ciężarem złocistych mandarynek. Chcę się dowiedzieć, w jaki sposób Daria znalazła się w Gruzji i jak stała się Bohaterem Pracy Socjalistycznej. — Urodziłam się na Ukrainie we wsi Wosiniewki — rozpoczyna swe opowiadanie dziewczyna. Miałam 3 lata, gdy umarł mój ojciec. Matka pracowała w kołchozie. Kiedy nauczyciel szkolny, opowiadając nam biografię Józefa Stalina, pokazał obrazek, na którym wymalowany był dom rodzinny wielkiego wodza narodu radzieckiego, postanowiłam, gdy tylko dorosnę, pojechać do Gruzji, aby zobaczyć ten dom. Po skończeniu szkoły skłoniłam swą matkę do wyjazdu do Gruzji, gdzie rozpoczęłam pracę w sowchozie Kohori na plantacjach drzew cytrusowych. Na mojej działce rosło: 90 drzew mandarynkowych i 100 cytrusowych. Ogrodnik powinien znać każde drzewo, troskliwie je pielęgnować. Ale to jeszcze nie wszystko. Trzeba mieć wiadomości fachowe. Zabrałam się więc pilnie do studiowania agrotechniki. W krótkim czasie działka moja stała się jedną z najlepszych. We wrześniu, przed zakończeniem zbiorów wysialiśmy list do Józefa Stalina, w którym złożyliśmy obietnicę zebrania 780 tys. szt. owoców zamiast planowanych 360 tys. Pracowałam z radością, w skupieniu, nie tracąc ani minuty czasu. Pamiętam taki wypadek: Północ. Nagle rozlega się alarm: — Towarzysze! Spadł wielki śnieg, połamie gałęzie, zniszczy owoce. Szybko na plantacje!
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
