<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Tak dłużej być nie może">
<author_1="H. Pasz.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="11">
<date="1950-11-19">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Ostatnie „wspólne odrabianie lekcji" przeciągnęło się do wieczora. Właściwie tak „piśmienne" jak i „ustne" zrobiły nawet wcześniej, niż zwykle. Ledwo jednak skończyły powtarzanie wiadomości o Polsce Współczesnej i zbierały ze stołu książki i zeszyty, Kazia zapytała: — Co zrobimy z Lusią i jej koleżankami? Wandzia określiła Lusię jako prowodyrkę tych dziewcząt w klasie, którym nie chce się rzetelnie uczyć. Ich celem, któremu poświęcają wiele czasu i wysiłków, — naturalnie kosztem nauki - jest ładny wygląd oraz uczęszczanie do kina, na spacer i „potańcówki". Zaczytują się okropnymi powieścidłami brukowymi, które im znosi Lusia. Wiśka zwróciła uwagę na nieodpowiednie i niedojrzałe zachowanie się Lusi i jej „sztabu" podczas lekcji: na ich chichoty, rozmowy, pisanie listów do koleżanek i kolegów, przesyłanie „ściągaczek". Anka widziała Lusię z koleżankami siedzącą w niedzielę w parku. Wszyscy się za nimi oglądali ze zgorszeniem. Wszyscy się za nimi oglądali ze zgorszeniem. — A to dopiero ładne uczennice! — padały ogólne uwagi. — Musimy energicznie zabrać się do tej sprawy — stwierdziła Kazia. — Samo krytykowanie nic nie pomoże. Musimy po prostu wychować te koleżanki, które — chociaż są inne niż my — ale przecież należą do naszego zespołu, do naszej klasy muszą się zmienić i przyporządkować. — Proponuję sprawę „Lusi i spółki" przedstawić na zebraniu klasowego koła ZMP — powiedziała Wala. Dziewczęta przyjęły propozycję z pełnym uznaniem. — Tak, na zebraniu, w dyskusji, znajdziemy metody, żeby przemówić im do rozsądku i nakłonić do nauki — zgodziła się Kazia. — Nie mogą być dłużej w naszej klasie „obiboki" i „bumelanci". 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
