<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="O biurokratach w Łęczycy">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="11">
<date="1950-11-26">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Jestem bezrolna, mąż mój pracuje dorywczo i niewiele zarabia. Jest nieubezpieczony, gdyż nie pracuje stale w jednym miejscu. Dnia 7 maja urodziłam synka. Nie wiedziałam jednak, że należy mi się wyprawka, bo myślałam, że tylko dzieci ubezpieczonych rodziców mogą ją otrzymać. Ale od znajomej dowiedziałam się, że i dla niezamożnych chociaż nieubezpieczonych dzieci należy się wyprawka, bo taka jest ustawa wydana przez nasz Rząd. Zwróciłam się więc do gminy z prośbą o zaświadczenie, że jestem bezrolna i otrzymałam je. Otrzymałam także świadectwo od lekarza. Dnia 19 sierpnia pojechałam do naszego miasta powiatowego Łęczycy i wzięłam z sobą podanie i potrzebne dokumenty, aby je złożyć w Starostwie. Gdy weszłam do budynku Starostwa nie wiedziałam, w którym pokoju mam to oddać. Weszłam do pierwszego lepszego i pytam, gdzie się mam zwrócić, a pani, która tam siedziała odpowiedziała szorstko: "to do Prezydium Rady Narodowej, niech pani mi głowy nie zawraca". Więc pytam, gdzie to jest? Odpowiada: „na Sienkiewicza". Poszłam na Sienkiewicza (a jest to przeszło 1 km. drogi) i znów zapytuję urzędniczki, gdzie się mam udać, a ona mi mówi: „to tutaj pani z tym przyszła? To Starostwo załatwia, ob. Morawski". Poszłam z powrotem do Starostwa i szukam tego pana Morawskiego. Gdy znalazłam jego pokój, drzwi były zamknięte na klucz. Chodzę wiec po korytarzu i chcę znaleźć woźnego, aby zapytać o tego urzędnika, aż spotykam w korytarzu urzędniczkę i mówię w jakiej jestem sprawie. A ona mówi, że tego pana nie ma, bo wyjechał do Ozorkowa, a ja powinnam oddać podanie do Prezydium Pow. Rady Narodowej.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
