<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Nie zginą">
<author_1="I. C.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="12">
<date="1950-12-10">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Sprawa jest nagła. Wobec tego ktoś z redakcji udaje się do Żar. Okazuje się, że Kotyzowa zmarła na drugi dzień po przybyciu do szpitala, a dzieci pozostają bez opieki. Lekarz powiatowy dr Meisels tłumaczy, że w okresie lata był dwa razy u Kotyzowej. Ponieważ nie widział nic groźnego zostawił ją w domu. Gdy wezwano go do chorej po raz trzeci — zabrał ją do szpitala, ale było już za późno. Według opinii lekarza nie było obawy zakażenia dzieci, gdyż Kotyzowa „zajmuje obszerną willę i dzieci mieszkają w osobnym pokoju". 21 września 1950 r. I Sekretarz Komitetu Gminnego PZPR pisał do Wydziału Opieki w Żarach: „W gromadzie Zasieki, gm. Brody znajduje się chora kobieta z trojgiem drobnych dzieci. Wyżej wymieniona jest chora na gruźlice i stan jej jest bardzo poważny — nie wstaje z łóżka". W liście tym Komitet Gminny PZPR zwraca uwagę, że władze powiatowe. Pow. Wydział Opieki Społecznej już od dłuższego czasu wiedzą o stanie Kotyzowej i mimo to nie śpieszą się z załatwieniem leczenia jej i dzieci. A więc winne są przede wszystkim władze powiatowe. Ale chcemy się przekonać na miejscu. A może rzeczywiście dzieci były izolowane od matki i nie mogły się zarazić? Jedziemy do domu Kotyzowej. Dom opuszczony, dach przecieka, zamiast szyb jakieś deski. W ciemnym pokoju gdzie leżała Kotyzowa jest tylko jedno łóżko i kilka szmat, w drugim rogu — posłanie dla dzieci. A więc dzieci spały tu gdzie matka. I nie mogło być inaczej, bo w całym domu, owej „obszernej willi", trudno znaleźć jakiś inny kąt nadający się do spania. Okazuje się więc, że władze powiatowe winne są karygodnego zaniedbania swych obowiązków.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
