<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Szkoła, której nie było">
<author_1="M. M.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="12">
<date="1950-12-10">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Opowiem Wam o pewnej szkole w miejscowości X i o jej uczniach. Pomimo że wszystko co tu przeczytacie jest prawdą, nie chcemy zdradzić ani nazwy tej miejscowości ani nazwy szkoły. Na pewno takich szkół jest obecnie wiele i byłoby krzywdą dla pozostałych wymienić tę jedną tylko, jako godną opowieści. Było to W roku 1947. Osiemdziesięciu młodych ludzi w wieku 15, 16 — 17 lat siedziało w kucki na dziedzińcu fabrycznym, żywo o czymś dyskutując. Wśród nich dwóch zakłopotanych kierowników usiłowało zapanować nad wrzawą. Było to osiemdziesięciu uczniów nieistniejącej szkoły. Jeden z nich, blondyn krępy i silny — wstał uczynił ręką jakiś nieokreślony gest i oznajmił: a więc, koledzy, idę do dyrektora i powiem mu: chcemy mieć szkołę taką, żebyśmy ucząc się w niej byli pracownikami fabryki i wykonywali przy szkolnych warsztatach normalną produkcję. Niech nam pomoże dyrekcja i partia — a my damy swoją pracę i będzie szkoła, jakiej potrzeba. Uzyskali zgodę. Rozeszli się po wypalonych halach warsztatowych i halach szkolnych, oglądali zniszczenia, mierzyli swoje siły. Pracowali z zaciętym uporem, mało co mówili ze sobą, poza tym co potrzebne przy pracy. Poznali robotę, jak majstrowie — nie darowali uchybienia sobie, ani innym. I nie wiadomo kiedy stanęła pierwsza szkolna hala warsztatowa. Było wielkie święto w całym zakładzie, robotnicy ściskali im ręce, a rodzice, zaproszeni na uroczystość, patrzyli na swoich, synów z taką dumą jak gdyby to on jeden, ich syn, sam zbudował tę halę. Później przyszła kolej na frezarkę. Kupili ją za 7 tysięcy złotych — grat, trup, kupę starego żelastwa.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
