<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Pomóżmy matkom">
<author_1="Z. D.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="12">
<date="1950-12-24">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Wanda wróciła ze szkoły zła i stroskana. Teczką cisnęła na stół, a beret — na łóżko. Na pytanie matki, czy będzie już jadła obiad, odburknęła: — Później, później. Mam straszną moc lekcji, a mama mi z obiadem zawraca głowę. Więc już matka „głowy nie zawraca", stawia talerze z zupą dla "małych" na stoliczku, pod oknem — Niech sobie tu spokojnie jedzą, byle nie przeszkadzały. Wandzia, która rozłożyła się z książkami na dużym stole zajmując go wyłącznie dla siebie. Zdążyła jednak zjeść obiad, podsunięty przez matkę, wykrzyczała małego Januszka, że stuka klockami... W pokoju ma być cicho, bo lekcje są ważne, lekcje są najważniejsze. Więc matka krząta się jak może najciszej, więc Januszek stara się — stawiać klocki bez stukania, więc mała Kazia czyta cichutko, choć trudno jej to przychodzi, bo przecież każdy wie, że głośno — jest łatwiej... Wreszcie Wanda wstaje, przeciąga się i rozprostowuje ręce, przegląda się w lusterku... Poprawia rozwichrzone włosy i wyraźnie szykuje się do wyjścia. Zimowy dzień już się skończył, ale nie znaczy to by nie można było wylecieć do koleżanki, pogadać lub przejść się z nią... — Mamo — oznajmia Wanda — idę do Krystyny, jak wrócę skończę pisać referat... Matka kiwa głową, że rozumie, że się zgadza. Ale czy Wanda nie poszłaby teraz z matką na „górę", pomóc zdjąć bieliznę? Wanda, jest oburzona. — Czy mama nareszcie zrozumie, że nie mam czasu na żadne domowe zajęcia! Muszę się uczyć, muszę pracować w domu, ja mam nic tylko lekcje, ale i społecznej pracy wiele! Niech mama mi da spokój z tym wszystkim!
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
