<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Dni niedawne a dalekie">
<author_1="Goa">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="1">
<date="1950-01-22">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Zycie człowieka można by podzielić na poszczególne fazy rozwojowe m. in. w zależności od jego lektury, od tego, czego w lekturze szuka, w jaki sposób ją dobiera. Pamiętam dobrze pierwsze przeżycia książkowe, gdy więcej jeszcze czytano mi głośno, niż sam czytałem — przygody pajacyka Pietrzynki, cudowną podróż małego Nilsa, który uciekł na skrzydłach białego gąsiora z kluczem dzikich gęsi, przygody świerszcza, co uczył mię nie tylko tajników przyrody, lecz i tajników romantyzmu, podróże Guliwera i Robinsona Kruzoe, wreszcie bajki i baśni — te z tysiąca i jednej nocy oraz te swojskie, o chłopie, co diabła oszukał, o Szklanej Górze i Tomciu Paluchu, o świecie fantazji, który się przyjmowało równie naturalnie, jak świat dziecinnego pokoju, świat zabawek i klocków z wymalowanymi na nich literami. — Z głębokim wzruszeniem czytałem ostatnio piękny felieton Kisiela o tych krainach naszego dzieciństwa i naszych marzeń. — Potem — około dwunastu lat — oczarowała mię poezja (może to wypada z „normy", ale tak było), zaczytywałem się nie tylko poetyckimi opowieściami Słowackiego, „Grażyną" i "Konradem Wallenrodem", „Iliadą" „Odyseją" („Pan Tadeusz" nie trafił mi wówczas do przekonania), lecz również dramatami Słowackiego, które odgrywałem, będąc kolejno Rozą Wenedą, Balladyną, Wojewodą z „Mazepy"; bardzo mi się wówczas podobał Makbet", a „Cyda" próbowałem z kolegami grać w teatrze kukiełkowym. Potem długi czas nie wziąłem poezji do ręki — wpadłem w świat przygód Vernego, Maya, Mayne Reida, Coopera, obok oczywiście Sienkiewicza, Dickensa, Walter Scotta, Stevensona. Kiplinga; nieco później zachwyciłem się „Faraonem" (na równi z jakąś bzdurą o Egipcie, której autora nie pamiętam). Z kolei przyszedł czas na książki „naukowe" i przez kilka ostatnich lat gimnazjum pasjonowałem się tylko fizyką, astronomią, geologią i zoologią (botanika nie miała dla mnie wówczas uroku, podobnie jak chemia, z której miałem notorycznie złe stopnie).
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
