<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Panama - Guatemala">
<author_1="Andrzej Bobkowski">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="2">
<date="1950-02-12">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Wobec tego Kolumbia zwróciła się do Stanów Zjednoczonych, aby te odkupiły własności i prawa Francuzów do budowy kanału. Nie przypominam sobie, komu oni mieli za to zapłacić, czy Kolumbii po raz drugi, czy Francuzom. Pewnie, jak zwykle, jednym i drugim. Oni zawsze byli hojni bez względu na to, komu się ta hojność bardziej należy. Dlatego wszyscy tak przeklinają ich dobroć. Jednak pomimo obustronnego podpisania układu kongres kolumbijski nie ratyfikował traktatu. To dało Panameńczykom asumpt do uwolnienia się spod opieki Kolumbii i do ogłoszenia po raz drugi niepodległości. No i jak wszystkie narody, które zbyt często ogłaszają niepodległość, tak i Panama, jak widzisz, dostała się na odmianę pod „opiekę" amerykańską. Amerykanie zaczęli budowę kanału od nowa w 1904 r. i skończyli to w 1915. „Canal Zone", to tylko skrawek terytorium szerokości dziesięcin i długości pięćdziesięciu mil, razem z lotniskiem Albrook Field w Balboa i Fortem Davisa, ale to wystarczy. — Muszę to sprawdzić — mówi żona i wyciąga z nesesera małego Larousse'a. Czyta — No i co? — „Panama (przesmyk) łączy dwie Ameryki. Długości 250 km, ten język ziemi jest przecięty linią kolejową z Colon do Panamy — aha, to ta kolej — i przedsięwzięte są teraz prace mające na celu budowę ważnego kanału transoceanicznego". — Widzisz. Zgadza się. Ale kiedy ty tego Larousse'a kupiłaś? — To ten od Loli. — Pamiątkowy — ani słowa! Ekspres pędzi. Groble, mosty. Z wyspy, na której leży Colon i Cristobal, przeskoczyliśmy na drugą wyspę. W pociągu upał, ale na szczęście siedzenia kryte są chłodną i śliską panamą i jest pusto w wagonie. Po bokach trochę zamieszkała dżungla.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
