<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Życie muzyczne">
<author_1="Stefan Kisielewski">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="2">
<date="1950-02-12">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Akordy orkiestrowe brzmią gęsto i soczyście; osadzone są bowiem po majstersku w odpowiednich rejestrach instrumentów. Poza tym jednak „Grunwald" męczy i nuży uporczywą jednostajnością swej homofonii (nawet rzekoma „fuga" jest homofoniczna), monotonią gęstych, masywnych akordów tutti, filmową niewybrednością harmonii i kolorystyki instrumentalnej, szablonowością „demonicznego" nastroju. Brzmi świetnie, ale cóż z tego — dziś, kiedy debiutant nawet umie pewnie i poprawnie pisać na orkiestrę. A więc tylko tyle ma nam obecnie do powiedzenia autor "Koncertu Wiolonczelowego"? Prawdę mówiąc, cały ten „mumiowaty" szereg utworów uratowany został a raczej podparty przez ostatni punkt programu: Marsz słowiański Czajkowskiego. Utwór marginesowy, raczej niewybredny, napisany jednym rzutem, nosi jednak na sobie piętno żywiołowego talentu, „lwi pazur" jest tu widoczny — toteż obudzona wreszcie publiczność gorąco go oklaskiwała. Koncertem dyrygował Witold Krzemieński, — wkładając w wykonanie niewdzięcznych utworów wiele starań: najlepiej wypadł „Grunwald" Maklakiewicza, brzmiący bardzo pewnie, soczyście i potężnie — znacznie lepiej niż za jego pierwszym wykonaniem w Krakowie. Tryumfatorem następnego koncertu symfonicznego (27 I) był Artur Malawski jako kompozytor. Jego Toccata i Fuga na orkiestrę i fortepian okazała się utworem doskonałym. Doskonałym, to znaczy takim, w którym zamysł twórczy — koncepcja oraz realizacja zharmonizowały się ze sobą idealnie, dając rezultat odpowiadający w stu procentach zamierzeniom autora. Utwór typowo „toccatowy", stukany, ruchliwy, energiczny i dowcipnie kostyczny, w którym wszystkie elementy techniczne (faktura fortepianu, cienka, finezyjna grupowa instrumentacja, precyzyjna rytmika) sprzęgnięte są ze sobą, dając całość jednolitą i konsekwentną, nie nuży ani przez chwilę: choć na pozór rytmicznie jednostajna, Toccata wciąż podąża naprzód — na podłożu ustawicznego ruchu muzyczna zawartość utworu rozwija się i potężnieje, osiągając swój punkt szczytowy w świetnej Fudze.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
