<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Śp. Ks. Stefan Mazanek">
<author_1="Ks. Jan Piwowarczyk">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="2">
<date="1950-02-18">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Dla wielu było prawdziwą rewelacją, kiedy nazajutrz po Jego śmierci zaczęła się do Jego zwłok w prywatnej kaplicy ks. kardynała cisnąć masa ludzi, prostych i wykształconych, mężczyzn dojrzałych, kobiet i młodzieży. „Mnie wystarał się o pracę", — „Ja miałem od niego co miesiąc 500 zł", — „Mojemu synowi dał ubranie", — oto, co m. in. słyszało się od tłoczących się do trumny ludzi. A był wśród nich także pewien artysta-malarz, który ze wzruszeniem opowiadał, jak to śp. ks. Mazanek od śmierci głodowej go uratował, pośrednicząc w rozsprzedaży jego obrazów po Krakowie. Ale to nie stanowiło rewelacji dla nas, którzyśmy znali „złote serce" kanclerza i nieraz tego serca doświadczyli. Wiedzieliśmy od dawna, że śp. ks. Mazanek jeżeli nieubłagany był w dokładności co do rachunków z grosza publicznego, to tam, gdzie chodziło o Jego prywatne dobro, rękę miał hojną i szczodrobliwość bez miary. Nie zostawił też nic po sobie. Wszystko, co zapracował, poszło na cele publiczne, kościelne lub dobroczynne. Nie był to suchy biuralista także ze względu na swój stosunek do życia. Mało powiedzieć, że się interesował życiem Kościoła i narodu. On to życie w swoim zakresie, na swoim urzędzie formował i kształtował. Był urodzonym i utalentowanym organizatorem. Nie zasklepiony w teraźniejszości, wyrywał się w przyszłość. Miał swoje projekty i śmiałe pomysły. Ostatnio np. w sprawie nowych metod duszpasterstwa lub katolickiej akcji wydawniczej. Długo te projekty w duszy piastował. Choć żywego z natury temperamentu, nigdy się z ich realizacją nie spieszył i ludzi, którzy nie mieli wprowadzać w życie, badał. Projekty musiał przetrawić i przedyskutować. Dlatego miał powodzenie.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
