<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Czarci żleb">
<author_1="JJS">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="2">
<date="1950-02-18">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Ten ósmy z kolei fabularny film polskiej produkcji stanowi pod wielu względami dowód, że nasza kinematografia robi istotne postępy. W zakresie gry aktorskiej potrafiono tu w dużej mierze zerwać z teatralnym gestem i teatralną dykcją, stanowiącymi dotychczas jedną z najbardziej irytujących cech naszej kinowej dramaturgi. W zakresie scenariusza osiągnięto wreszcie umiejętność selekcjonowania scen i wątków, przez co akcja zyskała na przejrzystości i dynamice. Jedno i drugie jest niewątpliwie zasługą Tadeusza Kańskiego, który w tym wypadku okazał się uniwersalnym talentem, jako reżyser, scenarzysta, montażysta i wreszcie odtwórca poprawnie opracowanej roli Wilczyńskiego. Niemniejsze uznanie należy się Adolfowi Forbertowi za jego doskonałe zdjęcia plenerowe. Zdjęcia te stanowią najpoważniejszy atut „Czarciego Żlebu", co zgodnie podkreślili wszyscy krytycy. Największym mankamentem, i to niestety tradycyjnym już w dziejach naszej produkcji, jest dźwięk. Publiczność dowiedziała się z licznych recenzji, że dialogi posiadają wiele życia, dowcipu i prostoty, ale w dużym stopniu przyjąć to trzeba na wiarę, bo większość tych zalet niknie w nieartykułowanym bełkocie, który dochodzi nas z ekranu. Najwyższy już czas, żeby nasi technicy zabrali się do likwidacji tego bardzo przykrego błędu. Zatrzymując się jeszcze przy wadach, nie od rzeczy będzie zauważyć, że o ile postaci pozytywne nakreślone zostały przekonująco i żywo, o tyle postaci ujemne podlegają dosyć sztywnemu szablonowi. Kozłowski (Władysław Kaczmarski) to czarny charakter, niemal w typie amerykańskich „kryminałów", zaś hrabia (Michał Melina) ustylizowany jest na typowość farsowego gatunku, chociaż rola jego jest wystarczająco jednoznaczna i sens jej nie ucierpiałby w niczym na bardziej realistycznym potraktowaniu. Tak samo przerysowany jest Tłuścioch (Janusz Ściwiarski). Ten ostatni, posiadający bardzo dobrą, charakterystyczną aparycję, odbija niestety od reszty zespołu sztucznym sposobem mówienia w stylu mniej udanych, dawniejszych polskich filmów. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
