<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="We Wrocławiu i Szczecinie">
<author_1="Stefan Kisielewski">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="2">
<date="1950-02-26">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Oto wystarczająca chyba motywacja podróży turystycznej. A wybór miejsca? Dlaczego właśnie Wrocław i Szczecin? Miasta te straciły przecież swój egzotyczny „nieosiągalny" charakter, jaki miały przed kilku laty. Dziś polskość rozlała się po kraju jednolitą falą. Pamiętam, jak jeden z pierwszych — wyprawiał się do Wrocławia Mieczysław Wionczek, dziennikarz, dzisiaj redaktor PAP-u w Nowym Jorku. Piastował wtedy w kieszeni nominację na naczelnika Wydziału Kultury i Sztuki w projektowanym zarządzie miejskim Wrocławia (prezyd. miasta został wówczas Bolesław Drobner) i nie szczędził mi ironicznych słów, jako że zamiast jechać w dalsze strony wygodnicko „urządziłem się" w Krakowie. Lecz ja po Dies irae powstania warszawskiego miałem istny uraz psychiczny na temat ruin. Jak człowiek ogarnięty chorobą przestrzeni tuliłem się do nie naruszonych krakowskich murów, z miłością obiegając wzrokiem Wawel, Rynek i Sukiennice. Opuszczać takie skarby? Za nic w świecie! Chyba, żeby do Warszawy... Tymczasem pociągi jechały wciąż na Zachód. Wrocław „polszczał" z tygodnia na tydzień. Byłem potem kilka razy i we Wrocławiu i w Szczecinie — dziś miasta te straciły na pozór ówczesny swój egzotyzm, są nawet dla obecnego życia polskiego bardziej charakterystyczne niż miasta Polski centralnej; życie ich jest bowiem nowe, stworzone od podstaw, uformowane według planu, „wzorcowe" — nie ma tu tradycyjnych zakamarków, miłej, słodkiej, zwyczajowej stęchlizny, przeróżnych odcieni, form pośrednich i przejściowych. Wszystko jest bezapelacyjnie świeże, proste i wyraźne. Te dwa wielkie miasta, z których cofnęła się germańska fala, stały się obecnie plus catolique que le pape — wyprzedziły inne nasze urbanistyczne centra (za wyjątkiem Warszawy) w nowym życiu. Dlatego są ciekawe; lecz nie tylko dlatego: w ich murach jest jeszcze nadal coś egzotycznego, coś czego nie dostrzegają na co dzień ich obecni mieszkańcy. Egzotyzm jest motorem i paliwem turystyki, zaś mury mówią. A więc — wybrałem Wrocław i Szczecin.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
