<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Z rozbitego fotoplastikonu">
<author_1="Kazimiera Iłłakowiczówna">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="3">
<date="1950-03-05">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
W tym jednym półroczu skupiły się wszystkie złe wróżby. W sam dzień Nowego Roku upadł przede drzwiami frontowymi maty ptaszek zwyciężony przez straszliwy, różowy, pełen kłujących pyłków mróz. Zaniesiony do pokoju, otworzył dzióbek i dyszał bez przerwy przez całą dobę, aż zesztywniał i umarł. Zaraz potem zdechł wspaniały leonberger, pies łańcuchowy: tak samo dyszał z otwartym pyskiem długo w mroźną noc, a rano już nie żył. A na początku lata wesoły, dzielny, bialutki Gugu, wrzucony dla zabawy do basenu — nie dożył ranka... Dorośli go zniszczyli, tak jak zgubili wiernego stróża domu, nie zwalniając go na noc z łańcucha mimo próśb dzieci! Ale teraz przyszedł za to na nich wielki niepokój: zapominali o świętych rocznicach imienin i urodzin; z grających pudeł wylatywały drzwiami i oknami zamiast ulubionych przez wszystkich preludiów i fug — złowrogie głosy zwycięstw, gróźb i obietnic. I naraz spełniły się wszystkie wróżby. Ogromnym rzeszom zły los kazał opuścić kraj i wędrować dalej na południe. Zbrojni ludzie w obcych mundurach weszli do domu i pozdzierali z okręcików chłopca ojczyste chorągiewki... Płaczą Morneni, Maria Anica, Traian Grigore i Gheorghe stoją we drzwiach gotowi do odejścia w góry po tamtej stronie. Dziewczynka wzięła kredki i szkicownik szkolny i chodzi z pokoju do pokoju, rysując każdy z nich na pamiątkę. Potem biały dom na wzgórzu zostanie zwinięty w szereg tobołów i wywleczony ze swego miejsca dalej na południe, jak wywrócone wielkie drzewo z mnóstwem korzeni. Lukacs bacsi i Lukacs neni wzięli sobie leżaki ze szpitalnego magazynu, a Wiktor — fotel trzcinowy z sieni i leniwie grzeją się w wiosennym słońcu. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
