<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Notatnik francuski">
<author_1="Stefan Majchrowski">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="3">
<date="1950-03-19">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Paryż 8 kwietnia 1940. Poniedziałek typowo paryski. Wszystko pozamykane, nawet do fryzjera nie można się dopukać. W oknach księgarń, w drzwiach wejściowych widać pomysłowe mapy-plansze, obrazujące przebieg ostatniej wojny światowej:pochody armii nazistów (karaluchy i inne paskudztwo), porażki z rąk sprzymierzonych (bardziej człekokształtne owady) i wreszcie ostatnia klęska zadana nieprzyjacielowi, jak można sądzić z kolorowych plansz przede wszystkim przez oddziały Maquis i dziwne liczne armie z le drapeau tricolore (trójbarwny sztandar Francji). Niechże i tak będzie. Po południu niespodzianka. I to nie gdzie indziej, lecz na Place de L'Etoile: babina w chustce, w długiej kiecce, jakby wprost spod Częstochowy, rozgląda się dokoła i próbuje przejść przez jezdnię. Nie mam żadnych wątpliwości — A dokąd to, matko? — Babina z wrażenia aż załamuje ręce. — A mójże panie drogi! Na Gare du Nord. Którędy do tej kolejki — Przez chwilę myślałem, że i ją porwało szaleństwo podróży. Na szczęście, nic podobnego. Już dwadzieścia lat mieszka we Francji, tylko pierwszy raz znalazła się w Paryżu. A teraz jedzie do córki, do Compiegne... Ta przynajmniej wie, dokąd jedzie. Paryż 9 kwietnia. Jakoś Francuzi nie mogą się odkuć. W pokonanych Włoszech sklepy pełne są wszelkiego dobra; tylko ludzie nie mają za co kupować. Tutaj na odwrót; nie ma co kupować. Z wystaw sklepowych Rzymu, a nawet Mediolanu i Bolonii, bije przepych, o jakim się nie śni w Paryżu. We Francji wszystko na kartki, co bynajmniej nie oznacza, żeby było wiele. Pustki w Galeries Lafayette, w Belle Jardiniere także pusto. Nie mogę dostać paru drobiazgów, nawet krawat trudno bez kuponów kupić. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
