<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Nox atra">
<author_1="Ludwik Koniński">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="3">
<date="1950-03-26">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Wszystko albo nic... Och, nie myślę już o tym, co się nazywa grzechem śmiertelnym, i o niczym, co by było z krzywdą czyjąkolwiek; nie; ale świętość stawia nam przed oczy wzór życia, w którym odrzucone zostało wszystko i bezwarunkowo wszystko, co nie jest bezpośrednio lub przynajmniej pośrednio służbą Bogu; wyniszcz siebie, wyniszcz siebie doszczętnie, nie zostaw sobie nic, co by było twoim własnym, przez los urodzenia danym ci kawałkiem ziemi — i pod tym dopiero warunkiem spodziewać się możesz, że zostaniesz włączony w życie wiekuiste Boga; bez spełnienia tego warunku spodziewać się masz, że zostaniesz włączony w życie wiekuiste szatana. Raz uwierzywszy w Boga świętych, nie masz innej dla siebie rady: nic ci nie pomoże pociecha porządnych ludzi: jestem porządny człowiek, świństw nie robiłem, owszem, robiłem to i owo z tego, co być powinno; uczyniłem maluczko, prawie nic; prawie nic mi się nie udało; ale przynajmniej złej woli nie miałem; nic mi nie pomoże, nawet gdybym był bohaterem sprawiedliwości, olbrzymem pracy; dla Boga żywego to wszystko za mało; żaden uczynek, żadna cnota nie wystarcza do nasycenia Go, jak się raz w sumieniu zagnieździ; święci katoliccy uczą tak samo, jak heretyccy nauczyciele; żaden święty katolicki nie ufał swoim dobrym uczynkom; dla Boga wszystko, co skończone, za krótkie; każde zadowolenie z siebie samego już jest obrazą Boga Ducha, który w sumieniu zafermentował szaleństwem krzyża, nienasyceniem doskonałości, pokusą granicy absolutnej, do której nie dojdziesz krok za krokiem; możesz tam być tylko cudem przeniesiony, porwany jak niemowlę przez orła z wyżyn nieznanych; nie wolno zatrzymywać się przy jakiejkolwiek naturalnej cnocie i zalecie, przy jakiejkolwiek wartości określonej; istnienie świętości oskarża uczciwość; oskarża wszelką dobroć naturalną, wszystką dobroć i wszystką słodycz, nawet niewinną, jeśli tylko przyrodzona, sumienie nienasycone, zakwaszone ciastem boskiej doskonałości, strawią wszystko, co w ciele świata jaśniejsze i pozostawia śmiertelne strzępy: marność, marność, marność nad marnościami! 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
