<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="O naturze wiary">
<author_1="Alfred Doeblin">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="4">
<date="1950-04-09/16">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Dane zostało panu dobro, którym ma pan zarządzać — czy sądzi pan, że pan nim dobrze zarządzał MŁODSZY: Niech pan mi stawia same zarzuty. To mi robi dobrze. STARSZY: Ale sprawnie przedstawiają się tak ciężko. Ma pan do dźwigania lekkie brzemię, a ugina się pan i sapie i dyszy i nie spostrzega, jak lekki jest ten ciężar. Stał się on tak ciężki w pańskiej wyobraźni i dlatego pragnął go pan całkowicie zrzucić z siebie i stąd przyszło wszystko, o czym mi pan opowiadał, przyszły te pańskie złe dnie. Jakże nieskończoną dobroć posiada Bóg, — Bóg, do którego już pan trafił. A Chrystus — jakaż to łagodność, jaka dobroć! Nie przyszedł On po to, by przedłożyć rachunek i zażądać straszliwej zapłaty. On — grzechy odpuścił i pokój swój pozostawił ludziom, swój pokój. To były Jego ostatnie słowa. Niech pan nie daje się zwodzić na manowce swej lękliwej fantazji. Niech się pan nie udręcza. Niech pan przez jakiś czas niczego nie pragnie. Niech pan idzie dalej swoją drogą i czyni to, czego wymaga dana chwila. Niech pan nie sądzi, że Bóg obstaje przy tym, byśmy o Nim sobie jakieś pojęcia urabiali lub uczuciowo Go przeżywali. Po co te wieczne krzyki: „Boże, Boże"? Nie trzeba tak na Niego nacierać, gdyż zawsze stoi On w pogotowiu i ofiarowuje się. Po co to spazmatyczne pożądanie „religii"? Niech się pan raduje swoim dniem i swą pracą — uczucie wdzięczności już samo się objawi — niech pan czyni dobre rzeczy, niech pan czyni swoje dobre rzeczy. Każdą dobrą rzeczą, którą pan czyni, przemówi pan do Boga. Każdym małym, uczciwym uczynkiem, popełnionym w ciągu swego dnia powszedniego, pochwali pan Boga i pozna Go bez teologii.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
