<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Życie muzyczne">
<author_1="Stefan Kisielewski">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="4">
<date="1950-04-30">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Szymanowski nauczył młodych kultu czystych i sprawdzalnych wartości muzycznych i wyrugował częste dawniej w Polsce odsłanianie braków artystycznych mętnymi sugestiami pozamuzycznych emocjonalizmów i pseudo ideowości. Szymanowski poznał i przetrawił zdobycze dźwiękowo techniczne współczesnej muzyki światowej i wskazał na to, że bez wyzyskania tych zdobyczy nie znajdziemy wytrzymującej próbę naszych czasów formy dla wlania w nią narodowej treści. Szymanowski otworzył przed nami szerokie perspektywy artystyczne i ideowe, dlatego też, choć odchodzimy może od niewątpliwego „neoromantyzmu" jego muzyki, nie przestanie być, wciąż z nami i w nas żyjącym przywódcą i symbolem pokolenia. III Symfonię, główne dzieło drugiego "impresjonistyczno-ekstatycznie-emocjonalnego" okresu jego twórczości słyszałem wielokrotnie pod dyrekcją Grzegorza Fitelberga, bez chórów, ze Stanisławą Korwin-Szymanowską, siostrą kompozytora, jako solistką. Pamiętam doskonale przejmujący nastrój dzieła, Jego tajemniczą, głęboką, skupioną atmosferę, fantastyczną kolorystykę, wreszcie przeszywającą emocję, jaka towarzyszyła wejściu głosu, intonującego „Pieśń o nocy" staroperskiego poety Djallaleddina Rumiego. W interpretacji Witolda Krzemieńskiego, z chórem, utwór wygląda zupełnie inaczej. Zrobiła się z niego potężna kantata, gęsta i masywna, w której ginie sporo z oryginalności i subtelności kolorystyki, zaś głos solisty (Lesław Finze) z trudem przebija się przez arcygłośne chóry. Nie ujmuję nic tej koncepcji: przeprowadzona była konsekwentnie i wydobyła z dzieła stuszowane przedtem elementy rozdzierającej siły i potężnego emocjonalizmu — parę akordów było zupełnie „nadludzkich". Notuję tylko to novum interpretacyjne krakowskiego dyrygenta, ważne i interesujące przede wszystkim dla tych, którzy znają Symfonię w wersji dawnej. Tak czy owak, bez względu na to, która koncepcja ma rację (może obie?) wykonanie zrobiło potężne wrażenie i odniosło ogromny sukces. W operze zapoznaliśmy się nowym jednoaktowym baletem Piotra Perkowskiego pt. "Rapsod".
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
