<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Z zagadnień świętości">
<author_1="J. M. S.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="5">
<date="1950-05-14">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Literatura polska niewiele posiada dokumentów, które by tak wstrząsająco obrazowały owe najgłębsze przeżycia religijne, które zachodzą w całkowitej ciszy i samotności, w głębi duszy ludzkiej, niewidoczne oku nawet najbliższych, jak drukowany w 22 numerze „Znaku" pamiętnik niespełna piętnastoletniej dziewczynki, Anielki B., która w tak krótkim wieku „przeżyła czasów wiele". Obok drukowanych w „Znaku" i „Tygodniku Powszechnym" fragmentów z pism K. L. Konińskiego jest to z pewnością najciekawsze i najznamienniejsze świadectwo ostatnich czasów, rzucające jasne światło na renesans polskiego katolicyzmu. Jeśli jednak Koniński wyrąbywał sobie dopiero w nadludzkim szamotaniu drogę do Boga, przełamując ateistyczną atmosferę swojego dzieciństwa, to Anielka B., choć wychowana w indyferentnym zasadniczo środowisku, przedstawia typ dziewczyny spontanicznie rwącej się od najwcześniejszych lat do Boga i bardzo wcześnie stającej się duszą, uprzywilejowaną korzystającą ze szczodrych zdrojów łaski, prowadzących ją na drogę nie wątpliwych przeżyć mistycznych. Czytając pamiętnik spisany w paru zeszytach „drobnym półdziecinnym pismem", wierzyć się wprost nie chce temu niezwykłemu bogactwu wewnętrznemu, tej wyjątkowej, jakże przedwczesnej dojrzałości duchowej — żywy dowód, jak zdumiewająco szybko rozkwitały tu wszystkie władze duszy pod tchnieniem łaski. A co najbardziej porusza i zawstydza zarazem czytelnika, to ta czujna świadomość moralna, zdumiewająca wytężona praca nad udoskonaleniem własnej duszy, najpiękniejsze świadectwo nie pofałszowanej świętości. Jakże przedziwnie trzeźwe i głębokie są uwagi Anielki na temat postępowania w cnocie; Doszłam — pisze — do pewnej stabilizacji w pracy. Zawsze się starać jednako, ale również zawsze dążyć do maximum. To dążenie do maximum jest najważniejsze, gdy jego brakuje, poziom się od razu obniża przy pozornej „przeciętności". A trudno o bardziej subtelne odczucie Bożej Miłości jak ta wzmianka: Ach, jak to bardzo boli, gdy się pomyśli, że się Jego obraziło, a co do Jego męki... 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
