<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Pierwsza Komunia Święta">
<author_1="Elżbieta Langgaesser">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="5">
<date="1950-05-14">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Dziecko musiało wrócić ode drzwi, aby włożyć na siebie cieplejszy płaszczyk. Tak się zaczął ten uroczysty dzień. Niebo było szare, powietrze pełne śniegu, lecz chmury przepływały bardzo wysoko. Może je szybko rozpędzi wiatr, który się nagle skądsiś poderwał. Nie smuć się — powiedziała matka, gdy zdejmowała stary, znoszony płaszczyk z wieszaka. —Dzieci w dzień pierwszej komunii świętej zawrze mają złą pogodę. Zupełnie tak samo było ze mną, gdy byłam jeszcze taka mała jak ty. — Westchnęła trochę i pomyślała: właściwie to oprócz pogody nic nie było takie samo. Dziecko nie zdawało się zwracać uwagi na to, co mówiła, więc powiedziała jeszcze z ożywieniem: Całe szczęście, że dałam ci szkocką sukienkę z długimi rękawami; białą nałożysz po południu do kawy. — Tak —gdy będziemy jedli tort — odpowiedziało dziecko. — Mój tort. — Pamiętaj o wszystkim — upomniała jeszcze raz matka. — Pomyśl o... — Pomyślę: o rodzicach — powtórzyło dziecko posłusznie, wujku Eryku z Kanady i o umarłej Omie, o tym że tatuś nie będzie potrzebował iść do Obrony Narodowej i że niedługo będą tu Rosjanie. — Na miłość Boską, czyś ty oszalała? — wykrzyknęła matka ze złością. Wzięła dziecko za rękę i poszła z nim do drzwi. — Skąd ci przyszło do głowy mówić o takich rzeczach? Gdyby cię kto posłyszał! --- powiedziała bardzo zmieszana. Ale od gniewu była daleko. Anielka czuła to dobrze i powiedziała z przebiegłym uśmiechem: — Ja tylko tak myślę. Powiem to sama do siebie po cichutku, gdy przyjmę Pana Jezusa.... Zdanie to zbliżyło się trzeźwo i dziecinnie do granicy uczuć jej siedmiu chudych lat dziewczęcych i granicy tej nie przekroczyło żadnym słowem. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
