<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Śladami Bacha">
<author_1="Andrzej Łepkowski">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="5">
<date="1950-05-21/28">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Pierwsze lata życia małego Jana Sebastiana to okres biednego opuszczonego dzieciństwa w domu starszego brata — organisty z Ohrdruf. Noszenie wody i kopanie w ogródku, bieganie do sklepu po piwo i korzenie; święta celebrowane mieszczańsko i dnie powszednie, twarde i niewygodne jak zeschnięte, ciasne buty; niedzielne kościoły w sąsiedztwie, stare dęby i cmentarze, kurz milowych wędrówek, uśmiech przejezdnej budy arlekinów lub wlokący się smutek całego miasteczka po pożarze czy gradobiciu. „Sebastianie, jesteś na moim utrzymamu..." mówi często starszy brat i przypomina sieroctwo. — Obcy dom pełen gderania... Skrzypiące schody. Monotonne kroki... obowiązki... A tymczasem nadchodził czternasty albo piętnasty rok życia, a chłopiec zaczął marzyć o rzeczach pięknych. Szukając samotności i, w domu zawsze pełnym sąsiadów przychodzących na plotki, zapędzał się wieczorem na strych i tam przepisywał utwory mistrzów kompozycji i gry na organach. Nocne wycieczki małego brata denerwowały organistę, z Ohrdruf. Zaczaił się pewnego razu na schodach, z trudem kryjąc w cieniu białą, długą koszulę i szlafmycę z pomponem. Tej nocy świecił księżyc. Długie ramiona światła wsuwały się przez serduszka w okiennicach i dotykały podłogi. Z piwnicy pachniały owoce poukładane w sianie. Na tle takiej dekoracji nastąpiła brutalna scena. Ostrożne kroki Sebastiana przerwało uderzenie w twarz. Rozsypały się książki, skacząc po schodach jak poderżnięte kury. Frunęły kartki. W chybotaniu białych kartek, powoli opadających na ziemię, stał w bieliźnie organista z Ohrdruf Jan Krzysztof Bach, i krzyczał na cały dom. W ten sposób utracił Sebastian kilkumiesięczny dorobek pracy, źródło zachwytów i szczęścia. Co skłoniło brata do takiego postępowania? Tłumaczył się, że sam chciał odsłonić zdolnemu chłopcu tajemnicę muzyki, więc musiał mu odebrać ciężką i niestosowną lekturę. Czy naprawdę pobudki pedagogiczne kierowały Krzysztofem czy też zwykła zazdrość, nie wiadomo. Zaciął się, i dopiero w piętnaście lat później, umierając oddał Sebastianowi nuty.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
