<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Artysta jest odpowiedzialny">
<author_1="Jacek Woźniakowski">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="7">
<date="1950-07-02">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Kisiel miewa w dyskusjach taki argument: kiedy komuś uda się przycisnąć go do muru, przeskakuje nagle na stronę przeciwnika i powiada — przecież to, co teraz twierdzisz, mówiłem ci pół roku temu! Przeciwnik dębieje, a potem myśli sobie: licho wie, może to i prawda? Kto by spamiętał wszystkie sprzeczne ze sobą tezy, jakie Kisiel na różne sposoby wygłaszał! Istotnie trudno je spamiętać, trudno też każdą z nich traktować jako wypowiedź zamkniętą i skończoną. To, co napisano o Picassie — że trzeba znać jego dzieła wszystkie, żeby zrozumieć każde z nich osobno — stosuje się też mutatis mutandis do twórczości Kisiela. Sytuacja jest tu odwrotna niż ze zmiennym prądem elektrycznym: prąd, który jest w istocie szeregiem przerywanych drgań i falowań, daje światło pozornie równe i ciągłe; u Kisiela zaś pod pozorem zmian, przeskoków i sprzeczności kryje się na ogół postawa konsekwentna i jednolita: postawa odważnego poszukiwacza. Zresztą każdy człowiek pełen jest sprzeczności, tylko nie każdy je ujawnia — i dlatego widzimy często ludzi i problemy sposobem pars pro toto: uważamy za całość tę ich część, którą udało nam się poznać. Dialektyka Kisielowych felietonów rozbija ten ułatwiony i fałszywy sposób patrzenia, ale jej tezy i antytezy wahają się po łuku dowcipów i paradoksów z takim rozmachem, że biada prostaczkom i ponurakom, którzy w każdej wypowiedzi Kisiela chcieliby się doszukać syntezy... Zresztą rozmach odkrywczych wypraw okupuje się zawsze ryzykiem zabłądzeń, chodzi jednak o to, żeby czytelnik nie szedł bezkrytycznie każdą ścieżką, którą piszący przecina w gąszczu problemów i która czasem prowadzi do nikąd. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
