<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Nieodrodna córka">
<author_1="JJS">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="7">
<date="1950-07-02">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Filmy Ranka przy rzetelnym opracowaniu technicznym odznaczają się pewną sztampowatością, nadającą im charakter kulturalnej lecz bądź co bądź drugorzędnej literatury ekranowej. „Nieodrodna córka" jest nieodrodnym tworem tej tradycji. Mamy tu ulubiony rankowski chwyt zamkniętego cyklu wydarzeń, doprowadzonego drogą reminiscencji do momentu, który stanowi zarazem prolog i konkluzję, mamy serię doskonale opracowanych zdjęć, w których nic nie pozostawiono przypadkowi i niezwykle sprawny montaż, ożywiony tu i ówdzie efektami bardziej literackiej niż plastycznej natury (twarz człowieka otwierającego usta do krzyku i ogłaszająca koniec wojny syrena fabryczna). Odbiór takiego filmu nie wymaga od widza prawie żadnego wysiłku i daje dużo łatwej satysfakcji, nawet emocji, której wspomnienie zatrze się wszakże bardzo prędko. Zupełnie ta sama sprawa, co z tak zwaną „ciekawą powieścią", powieścią owego popularnego typu, jaki reprezentuje pisarstwo Jamesa Hiltona, na którego książce oparto scenariusz „Nieodrodnej córki". — Psychologia o krok od wnikliwej obserwacji, problematyka życiowa i społeczna o krok od realizmu, krytyka rzeczywistości o krok od protestu i odczucie zewnętrznego świata o krok od poezji. Wszystkie te "o krok", to wynik koncesji na rzecz romansowego wątku, nie odbiegającego od ustalonego, gustem przeciętnego, inteligenckiego czytelnika szablonu. To, co mogłoby stanowić dramat w prawdziwie dużej skali, pozostaje w tle. Tak więc, mimo bardzo dobrych zdjęć "slumsów'' przemysłowego miasteczka, ich zagadnienia i życie nigdy nie są pokazane wprost — stanowią jedynie element osobistych konfliktów bohatera filmu radykalnego działacza Jerzego Boswella. Również dramat idealisty i alkoholika dra Whiteside'a poprowadzony jest po wypróbowanej linii uczuciowej kompensacji, przychodzącej w postaci przywiązania do wychowanicy, Julii Morgan. Samo wprowadzenie Julii w treść opowiadania jest mocno naciągnięte i z daleka pachnie happy endem, na który autor nie mógł sobie pozwolić w głównym, wątku.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
