<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Moonshine">
<author_1="Jan Józef Szczepański">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="8">
<date="1950-08-13">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Wicenty nie brał wódki do ust. Twierdził, że to go nie cieszy, ale gdy przychodziło do bardziej szczegółowych wyjaśnień, zeznawał, że ma „do krzty spalony" żołądek. Podejrzewam teraz, że niemała w tym wina prohibicji. Z jego opowiadań wynika, że wielu ludzi z tych stron wykończyła w Ameryce wódka i to właśnie w czasach, kiedy prawodawstwo Stanów Zjednoczonych usiłowało ustrzec yankesów przed jej zgubnymi skutkami. Myślę, że zniesienie prohibicji opłakiwali nie tylko wytwórcy Coca Cola i bootlegerzy którzy dorobili się na niej fantastycznych majątków, lecz przede wszystkim rzesze najzagorzalszych pijaków, pijaków-ideowców, dla których głównym urokiem ich nałogu był sportowy dreszczyk ryzyka, wywyższający ich niejako ponad szarą masę trwożliwych legalistów. Nie wiem dokładnie, jaki udział w tej "wielkiej grze" brał Wincenty, bowiem w opowiadaniach jego panowała konwencja, że ilekroć popadał w kolizję z władzami lub prawem, jego niewinność zawsze wychodziła na jaw tym czy innym sposobem i odnosiła w końcu zasłużony triumf. Bądź co bądź trudno było uwierzyć, aby jego żołądek "spalony" został upałem podzwrotnikowych rejsów lub suchymi wiatrami przewiewającymi ulice Chicago. Zresztą sam wspominał kiedyś, jak to jeździł do San Francisco, mając koła taksówki wypompowane nie powietrzem, a „brendą". Ale wobec prawa był w porządku, a jeśli traktował je kpiąco, miał ku temu wystarczające powody jako człowiek, który przyjrzał się wszystkiemu z bliska. Bo ostatecznie, to była „straśna komedyja" ta cała prohibicja. Kary za handel „śperytusem" walili okropne — trzy lata więzienia albo dziesięć tysięcy „duła rów" grzywny, ale w każdym sklepie można było dostać przybory do pędzenia „mun śajn łiski" — tak tam nazywali samogon, że to niby po nocy się robi — a w gazetach podawali przepisy, bo dużo ludzi się truło. Jak komu nie dowiedli, że handluje i mógł się zapić, choćby na śmierć.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
