<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="W trybach machiny dziejów">
<author_1="Wacław Rola">
<language="pl">
<style="press">
<year="1950">
<month="8">
<date="1950-08-13">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Zamiar stworzenia artystycznej monografii pokolenia, podjęty przez Kazimierza Brandysa, w jego powieściowym cyklu „Między wojnami", wymaga ogromnego talentu, talentu w skali Balzaka. Właśnie wyszła trzecia powieść cyklu — "Troja miasto otwarte". Ciekawe to zjawisko literackie — ze względów formalnych i ideowych. Bo jeśli w jakiejkolwiek dziedzinie różnice między marksizmem a katolicyzmem zaznaczają, się ostro, to właśnie w poglądzie na człowieka. „Troja" książka o nicości i klęsce „intelektualisty z pogranicza klas" — jest właśnie literacką ilustracją tej tezy. Juliana Szarleja poznajemy dokładnie w pierwszej części powieści — jest ona mistyfikatorskim pamiętnikiem bohatera książki. Brandys ukazuje go nam przekonywająco poprzez jego jakby autoportret. Szarlej jest dość inteligentnym esseistą, ale moralnym zerem, wolnym od ludzkich trosk i ludzkich namiętności, za to nie wolnym od ludzkich upadków. Dni jego są przerażająco puste — (przywodzą nieodparcie na myśl świetnie oddaną przez Adolfa Rudnickiego w „Pałeczce" atmosferę środowiska literatów) — nie wypełnia ich żadne działanie, nie ożywia żadna twórcza koncepcja, żadna ideologia, żadna wiara poza wiarą w bezsens ludzkich poczynań. 12 grudnia Szarlej notuje w swym pamiętniku: „Dzień po dniu, jak wyżej". Z pierwszą częścią powieści Brandysa zgadzamy się bez zastrzeżeń — miniony świat produkował takich życiowych nihilistów, takie pierwowzory dzisiejszych Sartre'owskich egzystencjalistów, seryjnie. Ale tu właśnie wraz z pierwszą stroną drugiej części powieści, zaczynają. się różnice. Bo Brandys wydaje na swego bohatera bezlitosny wyrok. Tezą powieści jest, że słuszna i nieodwołalną dziejową konsekwencją takiego życia jest zupełna zagłada (niejako samounicestwienie się) jednostki ludzkiej. Nie uratuje Szarleja od tej zagłady jego jakby przebudzenie — nabrzmiały od wewnętrznych kompleksów i wykoszlawiony nimi klerk postanawia przecież wrócić z Paryża, gdzie tkwił jeszcze sprzed wojny, a co więcej, pociągnąć za sobą grupę polskich „rozbitków emigracyjnych", zbierających się w polskim barze "Pod wierzbą".
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
